Ariana dla WS | Blogger | X X X

25 lutego 2016

|130| Papierowe szepty

papierowe-szepty.blogspot.com  |  maximilienne

Wygląd (17/20), w tym:

~ wielkość czcionki, wyjustowany tekst (7/10)
Mam tego pecha, że jestem osobą z wadą wzroku, a tak malutka czcionka jeszcze bardziej pogarsza czytanie. Według mnie jest zbyt mała, jednakże jej kolor dobrze współgra z jasnym tłem. Rozdziały są wyjustowane i wszędzie są akapity. Natomiast nie podoba mi się to, że do piątego rozdziału wszystko jest ładnie sformatowane, a później pojawia się duży odstęp między jednym akapitem a drugim – rzecz dzieje się do rozdziału jedenastego. Przy czytaniu jednego postu za drugim, stwarza to wrażenie nieestetyczności.

~ odczucia do kolorystyki bloga, jak i całego szablonu (10/10)
Szablon bloga zrobił na mnie bardzo duże wrażenie, chociaż (a może właśnie dlatego) należy do tych minimalistycznych. Skromny nagłówek – podobizna Sama Rileya w odcieniach szarości, a w tle deszczowy Londyn, a to wszystko w grubej ramce. Tło postów jest jasne, podobnie jak lewa kolumna bloga, a większość elementów jest w przyjaznym, malinowym kolorze. Bardzo dobry dobór kolorystyki. Jedyne, co mi się nie podoba, to efekt po najechaniu na treści podlinkowane, bo ten – w dodatku podkreślony – błękit tam nie pasuje, ale może to indywidualna kwestia, gust, więc nie odejmuję za to punktów.
Zaś spis treści, jaki znajduje się w kolumnie po lewej, a zwłaszcza jego podział na akty, które w dodatku mają swoje nazwy, zdecydowanie zachęca do lektury. Zastanawia mnie jednak fakt, czemu Akt I nazywa się Oddychaj, skoro wszystkie trzy rozdziały mają tytuły rozpoczynające się od papierowe. W Akcie II rzeczywiście każdy podtytuł zawiera „oddychaj”, a w Akcie III „szukaj”. Nie wiem, czy to celowy zabieg, czy zwykła pomyłka, ale zwracam na to uwagę.
Na uwagę zasługują ciekawe nazwy menu, jak chociażby Scenarzystka czy Obsada, które przywodzą na myśl teatr – z czym poniekąd wiąże się cała historia. Dobrze wykorzystany zabieg. Zakładka Obsada podoba mi się chociażby z tego powodu, że pod gifem z podobizną bohatera, znajdziemy jego Curriculum viate, które rozwija się po kliknięciu, a w nim niezwykły opis bohatera, na który składają się fragmenty z rozdziałów. Pierwszy raz spotykam się z czymś takim i niezmiernie mi się podoba!


Treść (71/90), w tym:

~ styl pisania (8/10)
Po Akcie I, czyli części pisanej narracją trzecioosobową, z ulgą przyjęłam perspektywę Thomasa. O ile ta późniejsza narracja jest pisana w przyjemny sposób, o tyle pierwsze rozdziały były strasznie ciężkie do przebrnięcia, a styl apatyczny, sztywny i nudnawy. Na szczęście to się zmienia i od czwartego rozdziału mamy do czynienia z naprawdę ładnie opisaną historią, utrzymaną w czasie teraźniejszym.

~ fabuła (7/10)
Z początku Papierowe szepty wydają się być zwykłą obyczajówką, lecącą schematem: nowe życie w nowym mieście; Thomas poznaje Sierrę i się zaprzyjaźnią; Thomas dostanie się do Wescott. Całe szczęście, ostatnie się nie spełnia. Byłoby zbyt typowo, wręcz zaleciałoby czymś nudnym. No i – spójrzmy prawdzie w oczy – byłoby zbyt piękne.
Później jednak pojawia się tajemnicza Sierra, która dodaje opowiadaniu uroku, nutki tajemniczości i również humoru. A następnie ona – Clara. Postać, która wywołała w Thomasie silne emocje, we mnie zaś zaciekawienie.
Ogólnie fabuła nie powala na kolana. Nie widzę w samym pomyśle niczego, co by się jakoś szczególnie wyróżniało na tle innych historii – czy to książkowych, filmowych, czy tych na blogach. Wspominałaś, że akcja opowiadania dzieje się w przyszłości, mamy nieco inny obraz społeczeństwa, klony i modyfikacje genetyczne – i szczerze mówiąc, po lekturze tych dwunastu aktualnych rozdziałów pytam: gdzie to wszystko? Bo oprócz hologramu, nie zauważyłam żadnej innej nowinki technicznej. Społeczeństwo wydaje się być takie samo, jak zawsze, chociaż właściwie ogólnego zarysu jest mało. Klony i modyfikacje? Podejrzewam, że o tym jest ostatni fragment dwunastego rozdziału – szkoda, że tak późno, że nie wprowadziłaś tego wcześniej.

~ „prędkość” akcji (1/5)
W Akcie I: Oddychaj wynudziłam się za wsze czasy, a akcja była zerowa. Znacznie lepiej zrobiło się w Akcie II, chociaż pierwsze rozdziały to wciąż zbiór różnorakich opisów z minimalną akcją. Później także akcja nie zachwyca, wszystko dzieje się bardzo wolno, a to wszystko jest – niespodzianka! – przykryte grubą warstwą opisów. Tak też niestety pozostaje do końca.
Jednakże Akt III wydaje się mieć potencjał o wiele większy, niż poprzednie. Zupełnie jakby postać Clary wprowadziła jakąkolwiek akcję. Mam nadzieję, że później tej akcji pojawi się więcej, bo naprawdę jej brakuje.

~ sposób zaciekawienia czytelnika (5/10)
Akt I doprowadził mnie do takiego stanu, że musiałam się zmuszać, aby czytać dalej. Zupełnie mnie nie zaciekawił, wręcz zniechęcił. Trzy typowo opisowe rozdziały to zbyt wiele.
Rozdział czwarty, rozpoczynający Akt II również nie powala na kolana, bo rozpoczyna się – a to niespodzianka – opisami. Następnie przez kilka części czytamy o tym, jak Thomas zadomawia się w Londynie i coraz bardziej zaprzyjaźnia ze Sierrą.
Śmiem twierdzić, że zaciekawienie pojawiło się wraz z pojawieniem się Clary w Akcie III – szkoda tylko, że dopiero w rozdziale dziesiątym.

~ umiejętność tworzenia świata przedstawionego oraz jego bohaterów (14/15)
Z odpowiednim przedstawieniem postaci nie masz problemu, wręcz przeciwnie – chociażby Sierra, która jest jak żywa (mam tu na myśli, że jest jak prawdziwa osoba, nie postać stworzona ze słów). Jedyne, co mi się nie podobało, to przedstawienie Thomasa w Akcie I. Miałam wrażenie, jakbym czytała o osiemdziesięciolatku, który w zasadzie już stracił swoje życie i pogrzebał marzenia dawno temu, podczas gdy to dziewiętnastoletni chłopak!
Każdy z bohaterów ma własne upodobania – w pamięć zapadło mi na mą duszę Thomasa, czy chociażby to, jak Sierra zwraca się do niego kochasiu. Każdy z bohaterów jest wyraźny, bardzo ciekawie wykreowany. Każdy ma zarówno wady i zalety, dzięki czemu nie ma wrażenie zbytniego idealizmu.
Natomiast co do świata przedstawionego nie mam absolutnie żadnych przeciwwskazań – lekko bo lekko, ale jednocześnie barwnie przedstawiasz Londyn i okolice. Myślę, że tutaj nie ma nic więcej do napisania.

~ opisy (przedmiotów, krajobrazu, przeżyć/uczuć) (9/10)
Tutaj mogłabyś zasługiwać na maksymalną liczbę punktów, gdyby nie fakt, że tych opisów – wszystkich, czy to przeżyć, czy to osób, czy jeszcze innych – było wręcz za dużo. Przytłaczały i dominowały, chociaż niewątpliwie umiesz je pisać i za to należy się pochwała.

~ zapis dialogów (5/5)
Tu nie ma za wiele do powiedzenia – wiesz, jak pisać i wykorzystujesz to. Są pauzy, są odpowiednio zapisane didaskalia, a rozmowy bohaterów nie są drętwe. Zauważyłam jednak jedną rzecz:

Rozdział 2: papierowe marzenia
„– Co pani tam nosi?! Kamienie?! Przecież wie pani, że nie wolno pani dźwigać – dodał karcącym głosem. Pokiwał lekko głową z pobłażaniem, gdy zobaczył jej przepraszający uśmiech. – Ale żeby mi się to więcej nie powtórzyło – stwierdził, żartobliwie grożąc staruszce palcem.
Dalej nie mogę wyjść z podziwu, jak udało się pani przekonać ojca do tego, żeby pozwolił mi pójść do college’u – zaczął po chwili Thomas, gdy kobieta przekopywała się przez zawartość torebki, sprawiając, że nieład, jaki właśnie powodowała, tylko utrudniał, a tym samym przedłużał, jej poszukiwania”.
Obie wypowiedzi należą do tej samej osoby, więc po co dwa myślniki, skoro następują jedna po drugiej?

~ interpunkcja (8/10)
Gdy czytam dobrze napisany tekst, wyłącza mi się czujnik małych błędów. Te wielkie gafy zauważam, oczywiście, ale gdy gdzieś zabłąka się jakiś przecinek, nie rzuca się to tak bardzo w oczy. Mogłabym dać maksymalną ilość punktów, ale znalazłam kilka zgrzytów, że tak to ujmę:

Rozdział 1: papierowy chłopiec
Na każdy pens, otrzymywany od ojca musiał, w jakiś sposób zapracować, więc już od dziecka przyzwyczajał się do ciężkiej pracy i dobrze znał wartość pieniądza”. – Na każdy pens otrzymywany od ojca, musiał w jakiś sposób zapracować[...].

Rozdział 6: oddychaj deszczem
Wśród tego szumu panującego w głowie nie potrafię złapać żadnego ze wspomnień”. – Słowa „panującego w głowie” są wtrąceniem, więc poprzedzać i kończyć je powinny przecinki.

Rozdział 7: oddychaj wolnością
Kolejnym krokiem, jaki muszę szybko podjąć, jest znalezienie pracy. Po odebraniu torby z dworcowej szafki i przetransportowaniu jej do mojego naszego nowo wynajętego mieszkania siadam na kanapie [...]”. – Brakuje przecinka między podkreślonymi słowami.

+ literówki
W kryteriach właściwie nie ma takiego punktu, więc pozwoliłam go sobie tutaj dołączyć, bez punktowania. Literówki zdarzają się co jakiś czas. Nie wypisuję wszystkich, ale poniżej kilka przykładów:

Rozdział 2: papierowe marzenia
1) „Postawił walizkę z maszyną po pisania pod ścianą w przedpokoju i wyszedł z mieszkania, zatrzaskując za sobą drzwi”.
2) „Morelowe ściany przedpokoju zdobiły duże reprodukcje starych plakatów filmowych – Casablanki, Przeminęło z wiatrem i Wichrowych wzgórz – a zabezpieczające afisze szyby odbijały właśnie światło zachodzącego słońca, wpadającego do pomieszczenia przez otwarte drzwi kuchni tak niewielkiej, że trudność sprawiało wykonanie nawet trzech”. – Nawet trzech czego? Domyślam się, że chodziło o kroki. ;)

Rozdział 6: oddychaj deszczem
1) „Nie ukrywa, że zna swoja wartość, co momentami wręcz zahacza wręcz o arogancję”.
2) „– Możemy pójść razem zobaczyć wyniki, ale później musze się rozejrzeć za prawdziwym życiem – dodaję z przekąsem, trochę zazdroszcząc jej, że nie musi się martwić o tak prozaiczna sprawy”.

Rozdział 7: oddychaj wolnością
Fakt, że Sierrze nie przeszkadzał rozmiar tego lokalu, niezmiernie mnie zaskakuję”.

Rozdział 10: szukaj odpowiedzi
Gdy znajduję się już o wiele bliżej celu niż początku, telefon ponownie zaczyna wygrywać piosenkę Davida Bowiego”. – Podejrzewam, że chodzi o „bliżej celu niż na początku”.

~ spójność tekstu (14/15)
Tu mam tylko jedno zastrzeżenie. Przez cały Akt I zastanawiało mnie... Skoro Thomasa wychowała Cecilia, starsza pani, czemu nie zwracał się do niej „babciu” (lub chociażby „ciociu”), tylko tak sztywno „pani Delaney”? To tak, jakbym do własnej mamy mówiła „pani Doroto”. Kobieta wychowywała go i była mu najbliższą osobą, skąd więc takie sztywne traktowanie?


Podsumowanie:
Papierowe szepty uzyskują łącznie 88 punktów, co daje ocenę dobrą. Mam dla Ciebie dwie, małe rady: ogranicz opisy, których jest zbyt wiele oraz wprowadź więcej elementów, które dałyby czytelnikowi znać, że akcja dzieje się w przyszłości.
Uważam, że bardzo dużo straciłaś (ogólnie, nie w ocenie) na pierwszym akcie, który swoją nadmierną opisowością zniechęca do dalszej lektury. Gdybym na opowiadanie trafiła sama z siebie, już po pierwszym powiedziałabym: do widzenia, to nie opowiadanie dla mnie. Mam nadzieję, że dalsze losy Thomasa okażą się ciekawsze niż te dotychczasowe. Liczę na to, że dzięki postaci Clary coś się zmieni w Papierowych szeptach na lepsze.
Gratuluję dobrej oceny i mam nadzieję, że jesteś z niej zadowolona. Jeśli nie zwróciłam uwagi na coś, na czym Ci bardzo zależało, zapraszam do komentarzy. ;)



ReNu

26 komentarzy

  1. Przepraszam, że się wtrącę, ale w kwestii interpunkcji, niestety, wprowadzasz autorkę w błąd.

    "Na każdy pens otrzymywany od ojca, musiał w jakiś sposób zapracować[...]. ---> po co tu ten przecinek? "Otrzymywany" to nie czasownik, a imiesłów, a w zdaniu nie jest orzeczeniem, a przydawką. Orzeczenie jest jedno: "musiał", więc jest to zdanie POJEDYNCZE, nie ma tu też żadnych elementów, które się wymienia bądź wylicza, oddzielając przecinkiem, więc ten przecinek nie ma tu po prostu racji bytu. Ba, jest błędem. Pierwsza wersja autorki również była błędem, to jasne, ale Ty poprawiłaś błąd na błąd. Ewentualnie można by to "otrzymywany od ojca" potraktować jako wtrącenie i wtedy z dwóch stron wydzielić przecinkami, ale szczerze mówiąc, tu jakoś mi się to nie widzi, więc nie ma co kombinować i na siłę stawiać przecinki tam, gdzie ich nie powinno być. :)

    "Wśród tego szumu panującego w głowie nie potrafię złapać żadnego ze wspomnień” ---> "panującego w głowie" może być wtrąceniem, ale nie musi. Wiele zależy od kontekstu, ale ja bym tu nie dała, bo jak dla mnie jest to po prostu zwykłe określenie.

    „Po odebraniu torby z dworcowej szafki i przetransportowaniu jej do naszego nowo wynajętego mieszkania siadam na kanapie" ---> to jest również zdanie POJEDYNCZE, jest jedno orzeczenie: "siadam", więc przecinek, który zasugerowałaś, również tu pasuje jak pięść do oka. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, tak właśnie czułam, że coś mi nie gra.

      Pozdrawiam gorąco,
      maximilienne

      Usuń
    2. Więc odjęte dwa punkty za interpunkcję i literówki (tak niewiele w takiej ilości tekstu), z czego połowa wypisanych przez autorkę oceny jest źle poprawiona?

      Usuń
  2. Zacznę od napisania, że bardzo dziękuję za poświęcenie czasu na napisanie tej oceny, coby mi później nie umknęło.

    Przejdźmy do komentarza tego kwitka.

    Próbowałam zmienić rozmiar czcionki na większy i przypomniało mi się, dlaczego jest akurat takiej wielkości. Bo ta o jeden piksel większa wygląda już przedziwnie. Polecam opcję powiększenia danej strony, tak na przyszłość (ctrl++ – i nie mówię tu tutaj akurat o moim blogu, tylko jesli masz dużą wadę wzroku – może kiedyś Ci się przyda.

    Te przerwy, o których mówisz: ich poprawna nazwa to interlinia. I zupełnie nie wiem, czemu mi tak poszalała. Postaram się nad tym zapanować przy okazji wklejania poprawionych wersji rozdziałów na bloga. Jednak musze przyznać, że zdziwiłaś mnie stwierdzeniem, że lepiej czyta Ci się rozdziały w wersji, gdzie ta interlinia jest mniejsza – są zwyczajnie mniej czytelne, co wydaje się być szczególnie ważne dla kogoś z wadą wzroku.

    Boru, nie wiem jak to się stało, że rąbnęłam się w tym spisie treści. I że nikt wcześniej się nie zorientował…? Dziękuję bardzo za wytknięcie, bo sama chyba nigdy bym tego nie znalazła, chociaż jest całkiem na wierzchu.

    Naprawdę, jeśli pierwszy raz spotkałaś się z tym, że bohatera opisują fragmenty z opowiadania, to chyba niezbyt wiele blogów czytałaś/przeglądałaś.

    Byłabym wdzięczna gdybyś mogła podać mi jakieś przykłady tego apatycznego narratora z pierwszego aktu. I zastanawiam się, czy to, że uważasz, że Akt I jest o wiele gorszy od dalszej historii to opinia wyłącznie subiektywnego odbioru, czy masz na to jakieś solidniejsze argumenty.

    Na szczęście to się zmienia i od czwartego rozdziału mamy do czynienia z naprawdę ładnie opisaną historią, utrzymaną w czasie teraźniejszym – dziękuje za miłe słowa, ale poza tym to nic dla mnie nie wnosi, bo wyobraź sobie, że ja wiem w jakim czasie została napisana ta historia.

    Tak więc o moim stylu pisania nie dowiedziałam się praktycznie niczego, poza tym, że narrację trzecioosobową uważasz za nudną i sztywną, ogólnie cię wymęczyła, ale ta pierwszoosobowa w czasie teraźniejszym już Ci się podobała.

    Później jednak pojawia się tajemnicza Sierra, która dodaje opowiadaniu uroku, nutki tajemniczości i również humoru. A następnie ona – Clara. Postać, która wywołała w Thomasie silne emocje, we mnie zaś zaciekawienie – i znowu mam takie no shit, Sherlock, bo to zakrawa o streszczenie. Ja wiem, jakie postacie się pojawiają i choć miło mi, że przypadły Ci do gustu, liczyłam na jakąś głębszą analizę.

    I fokle, serio? Naprawdę uważasz, że to Clara wywarła na Thomasie większe wrażenie niż Sierra, czy to ja nadinterpretuję w tej chwili?

    Dobra, masz rację co do tego, że zbyt późno wyprowadzam wątki z pogranicza sci-fi. Szkoda tylko, że wpadłam na to jeszcze przed otrzymaniem oceny (pisałam Ci, że jestem na etapie poprawiania całości).

    Czytam sobie to o „prędkości akcji” i mam takie what the damn hell? Wiesz, to jest dramat/obyczajówka/romans – czy to jest równoznaczne, że akcja musi lecieć na łeb, na szyję? No i w ogóle, opisy som złe! Szkoda, ze nie starasz się napisać dlaczego. Bo ja teraz nie wiem, czy to jest kwestia Twojego odbioru, bo Ty jako czytelnik gardzisz opisami, czy z tymi opisami jakościowo jest coś nie tak, czy jeszcze coś innego.

    Akt I doprowadził mnie do takiego stanu, że musiałam się zmuszać, aby czytać dalej. Zupełnie mnie nie zaciekawił, wręcz zniechęcił. Trzy typowo opisowe rozdziały to zbyt wiele – na bora, i znowu to samo. Dlaczego Cię zniechęcił? Wyłącznie z powodu tego, że to były typowo opisowe rozdziały?

    Rozdział czwarty, rozpoczynający Akt II również nie powala na kolana, bo rozpoczyna się – a to niespodzianka – opisami – mam z tego wyciągnąć wniosek, że powinien zacząć się dialogiem? Wytłumacz mi, jaki znasz lepszy sposób na przedstawienie czegoś, niż opis? W jaki inny sposób opisać specyfikę Wescott? I niby jaki dialog mogłabym tu wcisnąć? Z kim miałaby rozmawiać Thomas?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następnie przez kilka części czytamy o tym, jak Thomas zadomawia się w Londynie i coraz bardziej zaprzyjaźnia ze Sierrą – boroku, czemu Ty mi streszczasz moje opko, zamiast coś poradzić? Już ten feedback byłby lepszy niż takie stwierdzenie, co się dalej dzieje.

      Śmiem twierdzić, że zaciekawienie pojawiło się wraz z pojawieniem się Clary w „Akcie III” – szkoda tylko, że dopiero w rozdziale dziesiątym – a to zdanie jest już zwyczajnie urwane od sensu. Jeśli chodzi o Twoje zaciekawienie, to po co się tak krygować i pisać, że śmiesz twierdzić? Więc… jakie zaciekawienie miałaś na myśli?

      Miałam wrażenie, jakbym czytała o osiemdziesięciolatku, który w zasadzie już stracił swoje życie i pogrzebał marzenia dawno temu, podczas gdy to dziewiętnastoletni chłopak! – już pomijam fakt, że w pierwszym rozdziale Thomas to jeszcze dziecko, ale naprawdę dlaczego założyłaś, że taki odbiór tej historii jest niepoprawny? Przecież Thomas właśnie tak się czuł! Jakby ktoś pochował go za życia. On miał doskonałą świadomość, że marzenia to takie bzdurki, które nigdy nie mają szansy się spełnić. Ty rozpaczasz, że tak to wygląda, a ja robię o tak: [gif].

      Dziękuję za miłe słowa o bohaterach, ale ponownie – liczyłam na jakąś głębszą analizę, a nie tylko na stwierdzenie faktu, czy przypadli Ci do gustu.

      Tutaj mogłabyś zasługiwać na maksymalną liczbę punktów, gdyby nie fakt, że tych opisów – wszystkich, czy to przeżyć, czy to osób, czy jeszcze innych – było wręcz „za dużo” – nie wiedziałam, że istnieje jakiś wyznacznik ilości opisów. A już tym bardziej, że go przekraczam. No wybacz, ale skąd Ty to wzięłaś? Ja rozumiem, że są różni ludzie – jedni wolą pisać/czytać dialogi, inni opisy (wiesz, moja babcia czyta tylko harlequiny, ale wyłącznie dialogi, nie mnie oceniać, nie?!), ale ty to przedstawiasz w taki sposób, jakbym to co robiła było złe z jakiegoś obiektywnego punktu widzenia, a nie wyłącznie z powodu Twojego obioru. I wiesz, może jeszcze bym Ci uwierzyła, gdybyś podała mi jakieś przykłady tego, że tych opisów jest dużo.
      Szczególnie że to nie jest tak, że te opisy są monotonne (a może jest, ale wtedy wypadałoby o tym wspomnieć w ocenie, najlepiej z przytoczeniem konkretnych przykładów), opisuje różne rzeczy, więc to nie tak, że walę dwustronicowy opis źdźbła trawy falującego na wietrze, w promieniach marcowego słońca, czy coś.

      (…) odpowiednio zapisane didaskalia (…) – a to ciekawe, że znalazłaś u mnie jakikolwiek zapis didaskaliów, bo wiesz, co by nie było, to ja piszę prozę. Ale miło, że wierzysz, że zapisałabym je poprawnie! ;) (Usilnie sobie wmawiam, że to zwykła pomyłka i tak naprawdę wiesz, co to są didaskalia. A jak nie, to lepiej szybko napraw ten błąd.)

      Co do dialogu z rozdziału drugiego: racja, już poprawiam w dokumenciku (nie złość się, zmiany pojawia się za jakiś czas, nie chce mi się poprawiać wersji na blogu tysiąc razy, skoro i tak będę za niedługo wklejać cały poprawiony rozdział).

      Podobnie zrobiłam z literówkami, ale co do tego się nie zgodzę: „Gdy znajduję się już o wiele bliżej celu niż początku, telefon ponownie zaczyna wygrywać piosenkę Davida Bowiego”. – Podejrzewam, że chodzi o „bliżej celu niż na początku” – znajdują się bliżej celu niż początku. Tyle, co niby niepoprawnego jest w tym zdaniu? Jeśli zamieniałabym na to, co proponujesz zdanie traci sens – wiadomo, że jeśli ktoś się porusza ku jakiemuś celowi, to z każdym krokiem jest bliżej celu, niż na początku, a tutaj chodzi bardziej o pokazanie, że jest się za połową drogi. Wybacz zagmatwanie, wyszło mi takie masło maślane z tego tłumaczenia trochę.
      Masz świadomość, że najgorsze, co może zrobić oceniający, to proponować zamianę zdań na błędne?

      Usuń
    2. Tu mam tylko jedno zastrzeżenie. Przez cały „Akt I” zastanawiało mnie... Skoro Thomasa wychowała Cecilia, starsza pani, czemu nie zwracał się do niej „babciu” (lub chociażby „ciociu”), tylko tak sztywno „pani Delaney”? To tak, jakbym do własnej mamy mówiła „pani Doroto”. Kobieta wychowywała go i była mu najbliższą osobą, skąd więc takie sztywne traktowanie? – pojęcia nie mam, czemu to wrzuciłaś do „spójności tekstu”, noale… Bardziej by pasowało do kreacji bohatera raczej, a tak wygląda, jakbyś to wepchnęła do tego punktu, bo nie bardzo wiedziałaś co innego mogłabyś tam napisać. A stwierdzenie, że Thomas nieodpowiednio zwraca się do staruszki pasuje do spójności tekstu niczym kwiatek do kożucha. Przechodząc jednak do meritum: wiesz, lekko nie na miejscu jest porównywanie relacji Thomasa i Cecilii oraz Ciebie i twojej mamy, bo (niespodzianka!) Wy naprawdę jesteście ze sobą spokrewnione. Przyznam, że jakoś nigdy nie pomyślałam, że Thomas mógłby mówić do Cecilii inaczej. Absolutnie mi to do niego nie pasuje, tak zwyczajnie. Myślę raz jeszcze… nope. Po prostu mi to zgrzyta z jego osobowością.

      Cała to ocena to raczej rozbudowany komentarz, aniżeli ocena. Przynajmniej ja nie znalazłam w niej żadnych rad dotyczących treści (pomijam te o czcionce i potknięciach językowych).
      I to w dodatku jeszcze niezbyt rozbudowany komentarz, jeśli mam być zupełnie szczera – skopiowałam sobie do Worda Twoją ocenkę i komentarze jednej ze stałych czytelniczek (dodam tylko, że dziewczyna nie wypisuje błędów, wyłącznie komentuje bohaterów i fabułę, więc nie ma tam fragmentów mojego opowiadania rozbijających objętość komentarza) i nie, wcale nie wybierałam tych najdłuższych, kierowałam się tym, kto komentuje pod każdym rozdziałem i wyszło mi, że dziewczyna napisała o mniej więcej 1/4 więcej tekstu od ciebie. I naprawdę już pomijam to, że wciąż wałkujesz to samo – o dużej ilości opisów czy nadmiernej opisowości pisałaś pięć razy.
      Fajnie, że mówisz mi, że Akt I jest nudny, gorzej, że wcale nie rozwijasz tej myśli – nie pokazujesz przykładów dlaczego tak sądzisz, a co gorsza nie dajesz żadnej rady jak to poprawić, i to chyba boli najbardziej. Bo w tej ocenie nie ma rad poza trywialnym powiększ czcionkę, zapanuj nad interliniami, o tu masz trzy źle postawione przecinki i kilka literówek.
      Fajnie, że mówisz, że liczysz, że Clara pociągnie akcje w tym opku, ale równocześnie nie piszesz prawie nic o Sierrze, którą ja widziałam jaką jedną z trzech głównych osi opowiadania. I teraz nie wiem, czy Ty jej nie polubiłaś, czy rzeczywiście nie odgrywa aż tak ważnej roli, jak to miałam w zamiarze, czy istnieje jeszcze jakiś inny powód, dlaczego prawie nic o niej nie napisałaś? Spójrz sobie na dysproporcję – mam wrażenie, że bardziej skupiłaś się na Clarze, która pojawiła się zaledwie w dwóch ostatnich rozdziałach i praktycznie nic jeszcze o niej nie wiemy (z punktu widzenia czytelnika) niż na Sierrze, której jest naprawdę sporo.
      W sumie, choć prosiłam, byś skupiła się na bohaterach, nie dostałam prawie niczego poza tymi nieszczęsnymi opisami ale też mówisz, że nie podoba Ci się Thomas z Aktu I i nie wiem, czy ma jakieś wady w kreacji, powinnam napisać o nim coś więcej, czy relacje z panią Delaney i z ojcem są wystarczająco jasno nakreślone, czy nie bardzo, czy cała ta niechęć ponownie sprowadza się do Twojej antypatii do sposobu przedstawienia, czyli tych nieszczęsnych opisów.
      W ogóle brakuje mi niezmiernie analizy kreacji tych bohaterów. Wiesz, ja mam jakiś obraz w głowie, ja wiem, jak bym chciała żeby oni byli odbierani, więc autorowi bardzo przydaje się feedback w postaci Hermiona to bardzo mądra, odważna dziewczynka, która szkolny regulamin szanuje bardziej, niż własne życie (czy coś w ten deseń, tylko oczywiście bardziej rozbudowane) po przeczytaniu całości dostępnego materiału, bo jest w stanie sprawdzić, czy to jak dana postać jest odbierana przez czytelnika, pokrywa się z tym, jak autor chciał, by ta postać była odbierana na etapie pisania.

      Usuń
    3. O popatrz, znalazłam wycinek z naszej korespondencji: Ale chyba na bohaterach najbardziej mi zależy, na tym, czy to wszystko się trzyma kupy i czy nie jest przekombinowane. I po przeczytaniu tych 1636 słów odnoszę wrażenie, że nie otrzymałam odpowiedzi na żadne z moich pytań.
      Wiesz, tam wał ze mną. Pewnie jakoś sobie poradzę. Bo nauczyłam się już, że ocenki trzeba filtrować. Ale boję się, że kiedyś będziesz pisała ocenę twórczości kogoś początkującego i co wtedy? Co on ma wyciągnąć z takiej oceny? Pierwsze trzy rozdziały do dupy, najlepiej je usuń, bo nie lubię opisów, ale potem jest spoko, pisz dalej? Mam nadzieję, że rozumiesz o czym mówię.
      Jeszcze raz dziękuję za poświęcony czas.
      Pozdrawiam gorąco,
      maximilienne

      P.S. Czy wiesz, że moja odpowiedź jest dłuższa niż Twoja ocenka?

      Usuń
    4. Postaram się odpowiadać po kolei.

      Co do interlinii... Interlinia to odstępy między wszystkimi wersami, nie między akapitami, a u Ciebie odstępy są właśnie między tym drugim, stąd takie a nie inne określenie.

      Na większości blogów z opowiadaniami jest po prostu zdjęcie z imieniem i nazwiskiem. Na tym kończy się opis bohaterów. Dlatego tak bardzo spodobała mi się Twoja Obsada.

      Jeśli mam być szczera, z Aktu I nie pamiętam właściwie niczego, oprócz uczucia znudzenia i wrażenia, że Thomas jest starszym panem po przeżyciach (a raczej po nudnym życiu). Opisałaś go bardzo apatycznie. Zwłaszcza, że Sierra była opisana barwnie, mimo swojej tajemniczości. Właśnie, co do Sierry, tutaj nie ma za wiele do powiedzenia. To bardzo ważna postać i wykreowałaś ją świetnie, dlatego (jak widać niesłusznie) stwierdziłam, że nie potrzeba jej poświęcać tak wiele uwagi. Wybacz, mój błąd.
      I tak, uważam, że to Clara wywarła na Thomasie większe wrażenie niż Sierra, niczego nie nadinterpretujesz. Może Ty odbierasz to inaczej, ale ja właśnie tak.

      Jakościowo z opisami nie jest źle, wręcz przeciwnie, ale jest ich zbyt dużo, do tego stopnia, że przez większość czasu miałam ochotę przewinąć je dalej, rozpaczliwie szukając jakiejkolwiek rozmowy bohaterów. Momentami było więcej, niż monotonnie. A dialogi pojawiały się rzadko. Zbyt rzadko, jak na mój gust - ale co kto lubi.

      Co do zdania „Gdy znajduję się już o wiele bliżej celu niż początku, telefon ponownie zaczyna wygrywać piosenkę Davida Bowiego”, jak dla mnie równie dobrze mogłabyś napisać "o wiele bliżej celu niż końca" i brzmiało by to tak samo. Czyli nie brzmiało. Ale to mój odbiór.

      Wiesz, pokrewieństwo nie wpływa na to, jak zwracamy się do bliskich nam osób. Co z tego, że przyjaciółka mojej babci jest tylko przyjaciółką, a nie jej siostrą, ja i tak mówię do niej "ciociu", bo jednak pojawiała się gdzieś na co dzień. I tu nie ma nic do rzeczy brak pokrewieństwa. Moim zdaniem "pani Delaney" brzmi sztucznie, ale skoro uważasz inaczej... to mi chyba nic do rzeczy w tym temacie.


      Warto też zauważyć, że blogi złe ocenia się łatwiej, bo można wyraźnie i bez problemu wskazać wszystkie błędy. Gdy jednak opowiadanie jest dobre, może być większy problem. Zresztą... Sama na swojej podstronie napisałaś, że nie lubisz oceniać zbyt dobrych blogów, bo nie wiesz co masz pisać. Twój jest dobry, a jedyne co mi przeszkadzało, to momentami zbyt rozbudowane, monotonne opisy i dlatego tak dużo o tym w ocenie. Jakbyś popełniała jakiś karygodny błąd interpunkcyjny i powielała go w każdym możliwym miejscu - nie pominęłabym tego w ocenie. Jakby Twoi bohaterowie byli sztywnymi kartonami - również bym wyjaśniła taki mój odbiór. Jakbyś, no nie wiem, nakurwiała w zdaniach czasownikami (umyłam rączki,posmarowałam bułkę masłem, odłożyłam nóż na blat, zjadłam zrobioną kanapkę, popiłam wodą, a następnie umyłam ząbki i wyszłam do szkoły) to też bym to w ocenie zawarła. Ale Ty takich błędów nie robisz, więc właściwie nie było co tu wytykać.

      ReNu

      Usuń
    5. Lol,
      "jak dla mnie równie dobrze mogłabyś napisać "o wiele bliżej celu niż końca"".
      Przecież cel=koniec a cel=/=początek.

      Przepraszam, znalazłam się tu przypadkowo, by zobaczyć, jak u was postęp, bo nadal wiszę w kolejce, ale ten argument mnie zabił i aż musiałam pozostawić ślad morderstwa.

      Usuń
    6. No, poza tym koniec i początek to nie są synonimy.

      Usuń
    7. @bohaterowie: Powtórzę się, jeśli naprawdę tak uważasz, to chyba niewiele blogów widziałaś. Albo spędzamy czas w zupełnie różnych częściach blogosfery.

      @Akt I: no to naprawdę fajnie, że w ocence obiecywałaś, że możesz coś doprecyzować, a jak przyszło co do czego, to dalej jestem w tym samym punkcie. I właśnie dlatego uważam, że oceny powinno się pisać na bieżąco z czytaniem.

      @opisy: I znowu wracamy do punktu wyjścia. Bo znowu zaczynamy operować jakimiś określeniami z kosmosu pod tytułem jest ich za dużo. I pomimo wszystkich moich pytań w komentarzu, nie pokusiłaś się o doprecyzowanie dlaczego tak sądzisz. Jest ich za dużo, bo tak.

      @bliżej celu niż początku: No jeśli dla Ciebie początek i koniec to synonimy, to ja dziękuję.

      @pani Delaney: Pozwól, że Ci zacytuje to, co napisałam w poprzednim komentarzu, bo albo się nie zrozumiałyśmy, albo robisz to celowo. Przyznam, że jakoś nigdy nie pomyślałam, że Thomas mógłby mówić do Cecilii inaczej. Absolutnie mi to do niego nie pasuje, tak zwyczajnie. Myślę raz jeszcze… „nope”. Po prostu mi to zgrzyta z jego osobowością. Wiesz, ja zrozumiałam co chciałaś napisać w ocence, tylko zwróciłam uwagę, że podawanie jako przykład tego, że Ty do mamy zwracasz się per mamo jest mocno nie trafione, ponieważ gdybyś mówiła do niej po imieniu, to byłoby o wiele dziwniejsze, niż Thomas wciąż zwracający się formalnie do pani Delaney. Poza tym – czy do pani w przedszkolu też mówiłaś po imieniu albo ciociu? Raczej wątpię.

      @ocenianie blogów: Boru, ReNu, czy ty naprawdę uważasz, że ja się czepiam, że mi tu zbyt mało kwiatków wypisałaś? To tak jakbym się czepiała, że dostałam za wysoką ocenę, bo sądzę, że zasługuje na mniej, czy coś. Ja mam Ci za złe wyłącznie to, że tego, co wypisałaś nie uzasadniłaś w żaden sposób, a w ocenie, ani w komentarzu.
      I tak, to prawda, że kiepskie blogi lepiej się ocenia. Często wywraca się oczami, czasami treść prawie doprowadza do płaczu, ale samą ocenę piszę się lepiej. Co nie znaczy, że ocena dobrego bloga (dziękuję za miłe słowa) powinna wyglądać tak: świetnie piszesz, tak trzymaj, oby tak dalej! Bo skoro na końcu zostaje wystawiona czwórka, to znaczy, ze coś jednak można w blogu dopracować i poprawić. Chyba że ta ocena została wystawiona głównie na zasadzie nie lubię opisów, a tu jest ich dużo, w ogóle za wolno się wszystko dzieje, gdzie dialogi, nie ma kissków i trulasków, co to za chłam? I żebyś teraz nie odebrała tego źle, nie mam pretensji, ani nie boli mnie ta czwórka i nie mam żadnych intencji w staniu nad Tobą i warczeniu, że chce wyższą ocenę. Nie, jak chcę, żebyś mi rozwinęła to, o czym tak tu wciąż piszesz. Bo przede wszystkim zależy mi na podniesieniu poziomu opowiadania.
      Teraz boli mnie też, że większość moich pytań i argumentów z komentarza zwyczajnie zlałaś, więc ja jestem w dokładnie tym samym miejscu, gdzie byłam przed Twoim komentarzem z odpowiedzią.
      A pytałam o akcję, o Clarę i Sierrę (które co prawda zostały w komentarzu muśnięte, ale to wyłącznie powielenie tego, co zostało już napisane w ocenie), o te zafajdane opisy i Akt I (co do którego się dowiedziałam, że nie możesz mi odpisać, bo nie pamiętasz a przypominam, że pojawiłam się z komentarzem bezpośrednio po Twojej ocenie, a więc dość świeżo po Twojej lekturze, pomyśl sobie, że niektórzy czytelnicy przychodzą z komentarzem po tygodniach lub nawet miesiącach!), o przytyk w sprawie otwarcia Aktu II dialogiem, ogólnie o odbiór bohaterów, abym się mogła zorientować, czy ich odbiór jest przystający do tego, co mi się wydaje, że tworzę i jeszcze o kilka innych drobiazgów. A co dostałam? W sumie figę z makiem – Twój komentarz nie wnosi prawie nic nowego do tego, co zawarłaś w ocence.
      Już nawet nie wspominam, że nie poprawiłaś tych wypisanych przez Ciebie błędów, a i didaskalia nadal straszą.

      Pozdrawiam gorąco,
      maximilienne

      Usuń
  3. Bo odpisywałam jedynie pobieżnie, w końcu w tygodniu mam szkołę i nie miałam więcej czasu na precyzyjną odpowiedź. Podobnie tyczy się oceny, poprawki naniosę w najbliższym wolnym czasie, bo chwilowo priorytetem jest jednak szkoła.

    No, poza tym koniec i początek to nie są synonimy.
    Właśnie dlatego. Bo dla mnie zarówno z jednym jak i z drugim zdanie nie brzmi, stąd moje porównanie. Nie miałam na myśli, że znaczą to samo.

    I następną ocenę chyba rzeczywiście będę pisać podczas czytania, nie po. Szczerze, to dopiero eksperymentuję z formą - w końcu to moja pierwsza ocena.
    Co do opisów i całej reszty, gdy tylko znajdę tyle czasu, aby usiąść i wypisać przykłady, zrobię to, jednak podejrzewam, że będzie to dopiero w przyszły weekend.

    Przepraszam za możliwe literówki, blogger nie współgra dobrze z moim telefonem. ;_;

    ReNu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O. Mój. Boru.
      Czekałam na koniec weekendu, a tu dalej cisza... No nic, czekam dalej.

      Argument ze szkołą mnie ómarł. Skoro masz szkołę, to po co bierzesz się za ocenianie? Poza tym ten argument jest inwalidą, bo pomiędzy moim komentarzem, a Twoją pierwszą odpowiedzią był weekend. Może następnym razem warto by sobie tę odpowiedź wynotować gdzieś w jakimś edytorze tekstu, stopniowo dopisywać do momentu, gdy odpowiedź będzie kompletna, zamiast tak odpisywać po łebkach i tłumaczyć się szkołą. Znaczy oczywiście, ja rozumiem, że to priorytet i fokle, ale naprawdę zamienienie w ocenie didaskaliów na dialogi zajmie Ci jakieś 45 sekund. No nie wiem, ja bym się starała jak najszybciej pozbyć takiego potworka.

      Czekam z niecierpliwością na odpowiedź i pozdrawiam,
      maximilienne

      Usuń
    2. Skorzystałam z rady – otworzyłam OpenOffice, więc mam nadzieję, że tym razem odpowiem na wszystko precyzyjnie i nic mi nie umknie. ;)

      Interlinia:
      Jak pisałam już wyżej, interlinia to jednolity odstęp między wszystkimiwierszami, u Ciebie przerwy są między akapitami. I nie mam nic do takiego rozwiązania – dopóki jest to jednolite i w każdym rozdziale. U Ciebie żyło własnym życiem.

      Właśnie tak mi się wydawało, że to błąd w spisie treści. Cieszę się, że chociaż w jednym pomogłam tak naprawdę. ;)

      Apatyczny narrator Aktu I:
      Tutaj nie jestem w stanie wskazać nic konkretnego, bo dla mnie całe trzy rozdziały były napisane zbyt ciężko, zbyt poważnie i podniośle. Jest duża różnica między stylem Aktu I, a pozostałych.
      Chociażby:
      Rozdział 1 – „Nie można wskazać dokładnego momentu życia Thomasa, kiedy postanowił, że zostanie pisarzem. Dopiero pewnej deszczowej nocy obudził się nagle, wyrwany z niezwykle kolorowo-abstrakcyjnego snu, w którym wszystko zdawało się być na swoim miejscu, i olśniony możliwością takiej przyszłości. Oczywiście później życie miało zweryfikować jego fantazje, ale przecież każde dziecko uwielbia marzenia i posiada swoje własne wizje świetlanej przyszłości, gdzie nic nie wydaje się być niemożliwe”.
      Rozdział 9 – „Odprowadzam Sierrę pod same drzwi i ruszam w dalszą wędrówkę. Udaję mi zgubić zaledwie trzy razy (w końcu jestem mężczyzną, nie wypada mi pytać o drogę), kiedy wreszcie staję przed budynkiem, który przypuszczalnie stanie się moim nowym domem. Wciągam powietrze głęboko w płuca, z zauroczeniem przypatrując się budynkowi z czerwonej cegły, z białymi drzwiami i framugami okien oraz delikatnymi beżowymi profilami na wysokości stropu każdego piętra”.
      Drugi fragment jest zdecydowanie przyjemniejszy. Pierwszy zaś naładowany – takie mam odczucie – negatywnymi emocjami. Chcąc pokazać nijakie życje Thomasa, sprawiłaś, że ta narracja również taka jest.

      Clara x Sierra:
      Owszem, uważam, że Clara wywołała w Thomasie znacznie większe wrażenie, niż Sierra. Może dlatego, że pojawienie się takiej bohaterki jak Sierra, było do przewidzenia. Może dlatego, że pojawiła się już na samym początku, oczarowując go itp. Ale mimo swoich dziwactw, jakoś specjalnie się nie wyróżnia. Kreacja tej bohaterki wyszła Ci bardzo dobrze. Sierra jest silną osobą, która za wszelką cenę dojdzie do celu. Gdy coś sobie postanowi, tak właśnie ma być.
      Clara natomiast to postać, na której pojawienie się czekałam od początku (no dobra, od Aktu II). Tej historii brakowało takiej bohaterki. Był Thomas, który poniekąd odnalazł sens życia, była silna i niezależna Sierra. Ale mimo wszystko wiało nudą. Szkoła Sierry, praca Thomasa, ich wspólne mieszkanie. Brakowało polotu. Aż do czasu pojawienia się Clary. Dlatego tak, uważam, że to ona zrobiła na Thomasie większe wrażenie. Właściwie na mnie także. Delikatna osóbka z niej – zupełne przeciwieństwo Sierry. I tak, przypadła mi do gustu bardziej.

      Si-Fi:
      „Dobra, masz rację co do tego, że zbyt późno wyprowadzam wątki z pogranicza sci-fi. Szkoda tylko, że wpadłam na to jeszcze przed otrzymaniem oceny (pisałam Ci, że jestem na etapie poprawiania całości)”.
      No właśnie, pisałaś, że poprawiasz. Skąd mogłam wiedzieć, że już na to wpadłaś? Napisałam to, co sama zauważyłam.

      Usuń
    3. Opisy:
      Nie, jakościowo z opisami jest świetnie, jak już mówiłam. I wiem, że akcja w romansie/obyczajówce nie ma lecieć na łeb, na szyję, ale... Nawet w romansach/obyczajówkach ta akcja jest. Owszem, w takim gatunku nie da rady pominąć opisów, ale bez przesady. Było ich za dużo – tak, wiem, powtarzam się, ale to oprócz kilku małych szczegółów, jest jedyną rzeczą, jaka drażniła mnie w Papierowych i przeszkadzała w czytaniu. Opisujesz wszystko zbyt szczegółowo. Dialogi w Twoim opowiadaniu to bardzo rzadka rzecz – opisy przyćmiewają rozmowy bohaterów. Jak dla mnie całe te wygórowane opisy w Akcie I, mogłyby spokojnie zmieścić się w jednym rozdziale. I tak, momentami były monotonne, bo za jednym opisem ciągnął się drugi, trzeci, czwarty...

      Thomas 80-latek:
      Tak, w rozdziale 1 jest dzieckiem, ale tego po prostu nie widać. Przedstawiłaś go jako takiego zmarnowanego życiem. Jakby miał wielki bagaż doświadczeń, podczas gdy... właściwie nie miał żadnych. Czytając to czułam się jakbym czytała taką wyliczankę, co mu się w życiu nie udało. Albo rozprawkę, esej, czy cokolwiek równie nudnawego. I nie mówię, że taki odbiór jest niepoprawny, ale po prostu przytłaczający. Nie odczuwałam zaciekawienia tą historią po pierwszych częściach.

      Spokojnie, przecież nie będę Cię ścigać za każdą kropkę nad i – bo to nie o to tu chodzi.

      Kwestię celu i początku zostawię w spokoju, to najwyraźniej kwestia innego spojrzenia.

      Resztę spraw wyjaśniłam wyżej – taką przynajmniej mam nadzieję.
      A! I co do szkoły... Cóż, może ty już nie chodzisz do tej instytucji i Ciebie już to nie dotyczny (nie wiem, nie posiadam takich informacji), ale u mnie wciąż jest to bardzo wielka i ważna część życia. Równie dobrze mogłabym powiedzieć, że mam życie poza Internetem (w co niektórym naprawdę ciężko jest uwierzyć). Ale zauważ, że nie jestem jedyną oceniającą, która chodzi do szkoły, więc w sumie mogłabym to uznać za przytyk (ale nie należę do osób na siłę szukających rzeczy do przeczepienia się), albo coś w tym rodzaju. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Dla mnie ważniejsza jest szkoła i moi bliscy.

      Pozdrawiam,
      ReNu

      Usuń
    4. Dziękuje za komentarz, wreszcie niosący więcej informacji.
      A co do szkoły, to kwikłam, serio. Widzę, że w ogóle nie zrozumiałaś tego co chciałam przekazać. Ba, przecież nawet napisałam, że rozumiem (tak, naprawdę rozumiem), że szkoła/rodzina/własne blogaski itd. Są ważniejsze od ocenkowania. A przytyk był wyłącznie do tego, że tłumaczyłaś się szkołą (serio, czego byś tam nie napisała, moja reakcja prawdopodobnie byłaby taka sama, więc to nie chodzi konkretnie o szkołę) i uzasadniałaś, że czas na ocenkowanie masz tylko w weekend. Dlatego nie dałaś rady odpisać. Z tym, że pomiędzy moim, a Twoim komentarzem był weekend. Tyle tylko chciałam zauważyć.
      Raz jeszcze dziękuję za ocenkę.
      Pozdrawiam gorąco,
      maximilienne
      P.S. A didaskalia jak straszyły, tak straszą.

      Usuń
  4. O, kwituś.

    że pod gifem z podobizną bohatera, znajdziemy jego Curriculum viate
    Zbędny przecinek. // Aha, może od razu wiatę. Garażową.

    Społeczeństwo wydaje się być takie samo, jak zawsze
    Ten przecinek wygląda na zbędny.

    Jednakże Akt III wydaje się mieć potencjał o wiele większy, niż poprzednie.
    Zbędny przecinek.

    Rozdział czwarty, rozpoczynający Akt II również nie powala na kolana
    Tutaj można postawić przecinek przed również.

    „Na każdy pens, otrzymywany od ojca musiał, w jakiś sposób zapracować, więc już od dziecka przyzwyczajał się do ciężkiej pracy i dobrze znał wartość pieniądza”. – Na każdy pens otrzymywany od ojca, musiał w jakiś sposób zapracować[...].
    No nie. Albo bez przecinków, albo, żeby wydzielić wtrącenie, trzeba dostawić drugi przed otrzymywany, Więc poprawiłaś ze złego na złe. ;)

    „Wśród tego szumu panującego w głowie nie potrafię złapać żadnego ze wspomnień”. – Słowa „panującego w głowie” są wtrąceniem, więc poprzedzać i kończyć je powinny przecinki.
    Nope.

    Przy tym przykładzie posłużę się komentarzem:
    „Po odebraniu torby z dworcowej szafki i przetransportowaniu jej do naszego nowo wynajętego mieszkania siadam na kanapie" ---> to jest również zdanie POJEDYNCZE, jest jedno orzeczenie: "siadam", więc przecinek, który zasugerowałaś, również tu pasuje jak pięść do oka. :)
    Niekoniecznie. W tym miejscu występuje przerwa oddechowa, więc przecinek może być.

    Tu mam tylko jedno zastrzeżenie. Przez cały Akt I zastanawiało mnie... Skoro Thomasa wychowała Cecilia, starsza pani, czemu nie zwracał się do niej „babciu” (lub chociażby „ciociu”), tylko tak sztywno „pani Delaney”? To tak, jakbym do własnej mamy mówiła „pani Doroto”. Kobieta wychowywała go i była mu najbliższą osobą, skąd więc takie sztywne traktowanie?
    A znasz taki termin jak etykieta? (Tym bardziej zasadny, jeśli mówimy o pewnych sferach w Wielkiej Brytanii ;)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. „Po odebraniu torby z dworcowej szafki i przetransportowaniu jej do naszego nowo wynajętego mieszkania siadam na kanapie" - dalej będę obstawiać, że przecinka tam być nie powinno. Podążając za Twoją logiką można by namnożyć całe stado przecinków w różnych dziwnych miejscach i tłumaczyć się wyimaginowaną przerwą oddechową. To byłoby za proste, gdyby można było wlepić przecinek wszędzie tam, gdzie wydaje nam się, że podczas czytania by pasowała przerwa, no lol. Owszem, są przypadki, w których postawienie przecinka zależy od autora i tego, czy chce zaznaczyć przerwę czy nie (np. 'Co do czegoś-tam (,) to..." - przecinek nie jest ani nakazany, ani zakazany), ale raz, że w nie spotkałam się z zasadą, która zakładałaby przecinek w tym miejscu, a dwa: nawet jeśli, to zależy to od autora, a nie recenzenta. Bo ogólnie ma nie być. Zasady interpunkcji to zasady interpunkcji, żadna zasada nie mówi, że przecinek tam MA być, więc recenzentka ewidentnie nie ma pojęcia o interpunkcji, a stara się ją poprawić.

      Usuń
    2. Pies trącał recenzentkę, jak na dłoni widać, że interpunkcja to nie jest jej konik.

      I nie, nie mówimy teraz o pierdyliardzie możliwości ani o tym, co się komu wydaje, tylko o tym konkretnym zdaniu (przerwa oddechowa to nie jest mój wymysł, wyobraź sobie), w którym przecinek MOŻE STAĆ (jak nie wierzysz, to zajrzyj do korpusu PWN, tam mam sporo analogicznych przykładów na to, że przecinek może być postawiony, no, chyba że cię to przerasta ;)), ale nie musi (nigdzie nie napisałam, że musi, tylko że MOŻE, jak nie rozumiesz różnicy, to trudno, może kiedyś pojmiesz), lolciu, takie heheszki.

      Jakbym była wredna, to bym napisała, że to słodkie, kiedy za rzucanie się na temat poprawności bierze się lasia, która sadzi buraki w komciach (i nie tylko), ale przemilczę, bo mam napad miłosierdzia. ;)

      Usuń
    3. Nie wiem, skąd w Tobie tyle jadu. Rozumiem, że internet to wspaniałe miejsce, żeby się dowartościować, ale żeby aż tak? o.O To jest dopiero słodkie. :D
      Nie będę się z Tobą na ten temat kłócić, bo i po co, zakończmy jednak tę dyskusję na tym, że jakkolwiek by nie było, i tak recenzentka poprawiła źle i nie ma kompletnie pojęcia o interpunkcji. I dobra - pies trącał, ok. Ale jeśli ktoś nie ma pojęcia, niech się nie zabiera za oceny. :)

      Nie pozdrawiam i spadam sadzić buraki! :)

      Usuń
    4. Jaki piękny przykład kalizmu, aż się wzruszyłam. I jeszcze ta psychoanaliza, miodzio. <3 <3 <3 <3

      I, jako wisienka na torcie, to przecudne nie pozdrawiam. *kwiczy* xD

      Usuń
    5. Nie musisz dziękować. :)

      Usuń
    6. Ja przynajmniej nie próbuję zabłysnąć wiedzą. ;) Swoją drogą, łatwo na kogoś pisać, jeżeli samemu ma się zablokowany profil. Lepsze to niż anonimek, co?

      Dzięki, Shun, zaraz to wszystko skoryguję w poście.

      Usuń
  5. Dobra, stop,juz sobie pogadalyscie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kontynuować nie zamierzam. :) Poza tym nie ja zaczęłam personalne wycieczki.

      Usuń