Witamy na Recenzowisku.

Zanim się zgłosisz, przeczytaj regulamin, ponieważ niepoprawne zgłoszenia nie będą brane pod uwagę. Zapraszamy wszystkich!

NABÓR OTWARTY! PROSIMY PRZESYŁAĆ ZGŁOSZENIA ZGODNIE ZE WZOREM I NA MAILA PODANEGO W ZAKŁADCE! CZEKAMY NA NOWE DUSZYCZKI!


ZAPRASZAMY DO WZIĘCIA UDZIAŁU W KONKURSIE ORGANIZOWANYM PRZEZ KATALOG OPOWIADAŃ O WAMPIRACH. SZCZEGÓŁY NA PODSTRONIE.

|138| Płomyk w słoiku

Edytuj post

Autor: maximilienne
Oceniający: Asu

Przepraszam za długi okres oczekiwania, mam nadzieję, że ocena będzie satysfakcjonująca.

Nie wiem dlaczego, ale gdy włączyłam prolog, zniknęła mi lista linków z rozdziałami. Działo mi się to na wszystkich przeglądarkach i sprzętach, lecz zadziwiająco tylko na tej stronie.

Wielka sala
Ta historia trochę odbiega od tego co utarło się w tym temacie.
Oddziel przecinkami dwa czasowniki.

Nie ma też co szukać tutaj szczęśliwego obrazka, na którym Lily wraz z koleżankami są schematycznie sparowane z huncwotami i siedzą na kanapach przy kominku, nostalgicznie patrząc w ogień.

Na początku pisałaś „Huncwoci” wielką, a teraz małą literą. Zdecyduj się.
W zakładce zginął ci jeden akapit w podpunkcie „Przedsłowie”.

Prolog
Nie będę kopiować tego, co napisałam o prologu w poprzedniej ocence, niepotrzebnie wydłużę tę, jednak zacytuję Wikipedię, aby mieć argument.
Prolog — 1. wstępna, wyodrębniona część utworu dramatycznego lub narracyjnego, zawierająca relację o faktach poprzedzających zawiązanie akcji; prologiem nazywa się też autorski komentarz poprzedzający utwór. [Wikipedia.org]

Nie powiem, że tekst mi się nie podobał, wręcz przeciwnie, wciągnęło mnie, sprawiło to przyjemność. Niestety, biorąc pod uwagę kwestię techniczną, nie napisałaś prologu, tylko dobre przedstawienie postaci.

Rozdział 1
Pierwsze akapity tego rozdziału to opis Hogwartu i quidditcha. Nie mogę powiedzieć, że jest zły: ciekawy, płynny, dynamiczny, niezagmatwany. Spójrzmy jednak na niego z dwóch punktów widzenia: osoby znającej kanon i osoby nieznającej. Tę pierwszą ten referat znudzi, bo przecież wszystko wie, nie odkrywasz niewiadomo jakich sekretów, niemniej czytelnik spoza fandomu zostanie zaatakowany zbyt wielką dawką informacji.

niezliczonych baszt i pomniejszych wieżyczek pokrytych zaśniedziałą miedzianą blachą. Dwie spośród nich były szczególne
Tu raczej chodzi o baszty, nie wieżyczki, ale do rzeczy. Jak mogą być niezliczone, skoro było ich kanonicznie pięć? Poza tym baszta =/= wieża.

wychylą się spoza wieżyczek osadzonego na skalnym urwisku zamku. [Rozdział 1]
Wszystko w tym zdaniu gra, jednak w Hogwarcie było pięć wież (Zachodnia, Gryffindoru, Ravenclawu, Astronomiczna, z Gabinetem Dyrektora i Zegarowa), które raczej nie należały do małych, więc zdrobnienie wydaje mi się w tym momencie nie na miejscu, brzmi dziecinnie.
Bardzo mi się podobał opis uczuć Skyler podczas latania. Był dynamiczny i lekki.

Rozdział 2
Póki co jeszcze wprowadzasz czytelnika w świat przedstawiony, więc nie dzieje się nic szczególnego. Niestety znowu straszysz długimi akapitami; czasami możesz je podzielić, nie zmieni to sensu wypowiedzi, za to będzie lepiej wyglądało.

W pierwszym akapicie rozdziału raczysz mnie opisem wyglądu bibliotekarki, która pojawia się właściwie tylko w tym fragmencie, poza tym tylko jako „wspomnienie”. Naprawdę to było potrzebne?

Rozdział 3
Wiedział, że szukająca ma szare oczy, z zaskakującym srebrzystym połyskiem.
Skyler nie była czasem ścigającą? Ten przecinek jest zbędny, w drugiej części nie ma orzeczenia.

Chyba postawiłaś sobie za cel, aby przedstawić świat Rowling jak najbardziej prawdziwie, niestety skutkuje to długimi, podręcznikowymi opisami. Zastanawiam się, dlaczego wstawiłaś historię peleryny-niewidki. W czasach Pottera nikt nie wiedział, czym ona jest, dokładne informacje otrzymujemy dopiero podczas Insygnii Śmierci, nie uważam, że takie wiadomości były potrzebne. Zwykłego czytelnika (tj. nieobeznanego z kanonem) to znudzi, nie będzie miał punktu oparcia (no bo nie zna historii, nie zrozumie, dlaczego to takie ważne), a ktoś z fandomu przewinie sobie dalej, aby nie tracić czasu na oczywiste oczywistości.

Akcja powoli zaczęła ruszać do przodu.
Podobało mi się przedstawienie uczuć Jamesa, chyba pierwszy raz spotkałam się z obszerniejszym opisem jego myśli, nie ograniczającym się jedynie do: Evans, umów się ze mną. To samo w przypadku Lily — doceniam, że nie żywiła do niego głębokiej nienawiści (jak wtedy miałaby się w nim zakochać?), jednak o tym napiszę szerzej później.

Rozdziały 4, 5, 6
Według książek Rowling, w szóstej i siódmej klasie uczniowie mieli lekcje razem, tj. nie było podziału na Gryfoni-Ślizgoni, Gryfoni-Puchoni itd.

– James, nie traktuj mnie jak uczuciowej kaleki.
Powinno być: James, nie traktuj mnie jak uczuciową kalekę.

Gryfoni szóstego roku postanowili
Ja bym napisała „Gryfoni z szóstego roku”, inaczej dziwnie brzmi.

Sowy usiadły szczycie dolnym łóżka
Na szczycie.

– Ma się swoje tajemne sposoby – Wzruszył
Zabrakło kropki.

Rozdział piąty bardzo mi się podobał, zwłaszcza fragment pomiędzy Lily a Jamesem. Uważam, że dobrym pomysłem jest wstawianie takich scen, wtedy Ruda nie zmieni zachowania względem Pottera nagle, bez żadnego wyjaśnienia i powodu, co często zdarzało się w innych opciach, które czytałam o tej parze.

Każdy z nich po kolei go uścisnął. W głębi duszy James cieszył się, że przynajmniej na chwilę może odpocząć od ciągłego uśmiechu, potrząsania dłońmi, uścisków i pocałunków.
Skoro go wszyscy uścisnęli, to niby jak miał odpocząć od uścisków?

Czasami, przez moment, która zdawała się być jedynie mrugnięciem oka,
„Moment” jest rodzaju męskiego, więc „który”.

W rozdziale szóstym mam wrażenie, że w niektórych momentach czcionka jest większa, a w innych mniejsza od podstawowej.

Ładnie ci wyszedł taniec Lily i Jamesa, chociaż ciągle myślę, że jednym z powodów tego, że się zgodziła, było to, że trochę wypiła. Jakoś nie pasuje mi Syriusz mówiący przepraszam do jakiejkolwiek dziewczyny, lecz w tej sytuacji dobrze przedstawiłaś jego motywy.

Rozdziały 7, 8, 9
Z rozdziału siódmego podobał mi się opis rodziny Meredith, ale ponarzekam trochę na dynamikę. Kiedy zobaczyła Mroczny Znak, czym prędzej pobiegła do domu, niestety bardzo długi opis sprawił, że trochę ten powrót się dłużył. Będę pewnie pisała to jeszcze parę razy, lecz nie szkodzi, przynajmniej zapamiętasz: podczas opisów akcji podajesz zbyt wiele detali, zajmujesz się nieważnymi sprawami.

Tak bardzo bała się tego, co mogła zastać w domu. Mroczny Znak wisiał wysoko na niebie, oznajmiając, że mord został dokonany. Równocześnie dawało pewność, że śmierciożercy już opuścili to miejsce.

„Dawał”. Tutaj mamy przykład kolejnego problemu. Napisałaś, że się bała. Okej, można i tak, lecz o wiele ciekawiej byłoby pokazać to, że się boi w zachowaniu Meradith. Między innymi przez to podobały mi się te akapity:

Biegła jak szalona, pęd rozmywał jej łzy na policzkach. Co chwila przechodziły ją dreszcze, nie miała już pewności, czy to z zimna, czy przerażenia. Potknęła się. Upadając, poraniła sobie dłonie i kolana. Szybko wstała i kontynuowała bieg.

[Plus: „Imiesłowy współczesne (zakończone na -ąc) świadczą o tym, że coś się dzieje równocześnie z orzeczeniem. Jak upadała, to nie raniła rąk w locie. Dopiero zbliżenie z ziemią to sprawiło.

Imiesłowy zakończone na -łszy, -wszy to imiesłowy uprzednie i wskazują to, co stało się wcześniej niż opisuje czasownik. Jej, ją i sobie odbierają lekkość narracyjną. Mogłaby tu zastosować bardziej naturalną mowę pozornie zależną i wtedy unikać takich logicznych wskazań na osobę”].

Jak burza wpadła do domu. Wszystko wyglądało dokładnie tak, jak w momencie, gdy go opuściła.
Poprzez krótkie zdania bez zbędnego bełkotu naprawdę poczułam, że Paxton się śpieszy i rzeczywiście martwi. Proszę o więcej takich fragmentów, kiedy opisujesz akcję.

Niemniej jednak w tym tłumie zajmującym się własnymi sprawami, nie zauważyła niczego podejrzanego.
Moim zdaniem lepiej byłoby napisać „nikogo podejrzanego” niż „niczego podejrzanego”, jednak twój wybór.

Ciszę pozostawioną przez grzmot przeciął krótki krzyk. Chenal usiadła gwałtownie na łóżku, serce waliło jak młot.
 Dopisz „jej”. No chyba że zamiast przecinka wstawiłabyś myślnik lub średnik.

a szczerze powiedziawszy miał taką głęboka nadzieję
 Głęboką (to ósmy). Oddziel przecinkami czasownik i imiesłów, poza tym „szczerze powiedziawszy” wygląda na wtrącenie.

Bardzo podobał mi się opis uczuć i przemyśleń Syriusza. Moim zdaniem właśnie one wychodzą ci najlepiej, za każdym razem przyjemnie się je czyta. Ponadto historia powstania Hunctwotów również była niczego sobie. Niemniej wydaje mi się, że dodałaś ją tylko, by wydłużyć rozdział, po prostu bardzo nie pasowała do pozostałej części.

Uważam również, że mogłaś poświęcić więcej czasu na wyjaśnienie początków przyjaźni Łapy i Rogacza, zabrakło mi też trochę osobistych poglądów Syriusza na temat pocieszającego go Jamesa i tego, jak Potter z Blackiem przekonali do siebie Lupina i Petera. W ogóle ich relacja zasługuje na osobny rozdział.

Potter było wątpliwości, że zachowanie Blacka było niewiarygodnie nieodpowiedzialne.
Strzelam, że chodzi o: „Potter był pełen wątpliwości”. No i powtórzenie.

Ech, jakoś dziwnie mi się czyta, że Regulus i Syriusz mieli ze sobą dobre relacje zwłaszcza, że książka pokazywała coś innego. Dla pewności (bo, bądźmy szczerzy, książki czytałam dawno) zobaczyłam do Wikipedii:

„Regulus and his older brother Sirius didn't have a good relationship after their respective Sortings, in part because Sirius was sorted into Gryffindor house. Sirius also disliked Regulus because of his ambition to become a Death Eater” [harrypotter.wikia.com].

Reg nie miał niestety tyle asertywności,
Ech, zazwyczaj to człowiek jest (lub nie jest) asertywny, nigdy nie słyszałam, żeby ktoś miał asertywność.

Rozdziały 10, 11, 12
W rozdziałach, których numeracja jest dwucyfrowa, po rozwinięciu nie widać numerka. (Nie wiem, czy to wina tylko mojej przeglądarki).

Co tu robi ten długaśny akapit o skrzatach? Nie dałoby rady go streścić, np. któryś ze sług powiedziałby: „Naszym obowiązkiem jest posługa czarodziejom”? Albo inny próbowałby się ukarać, np. za rozlanie zupy czy coś.

I oczywiście może zapomnieć o jutrzejszym wyjściu do Hogsmeade!
Możecie.

Już myślałam, że James zmieni się od tak, niemniej ten kawał i niedotrzymanie postanowienia pokazały, że jednak zachowuje się jak normalny człowiek.  

1. Przejął kafla od Skyler, po czym ostro zaszarżował w stronę Krukońskich pętli, zwiększając różnicę punktów do dwudziestu.
2. Prawie zaciskał dłoń na zwycięstwie, podczas gdy szukający Slytherinu dopiero zrywał się do pogoni.
3. Co chyba nawet bardziej wyczerpujące, Gryfonów czekał jeszcze ostatni mecz w tym roku szkolnym, tym razem ze Ślizgonami,
4. Gdy Rogacz zamykał za sobą drzwi, zauważył, że do szatni po przeciwnej stronie boiska zmierzali właśnie Krukoni.
5. znajdował się o pół szerokości boiska bliżej celu niż szukający Krukonów,
To w końcu z kim grają Gryfoni, co? Nie słyszałam, żeby w jednym meczu uczestniczyły trzy drużyny.

Rozdziały podobały mi się, z tym że jedenasty bardziej koncentrował się na szlabanach. Zaciekawiło mnie to, że Snape konszachtuje z Wilkesem.

Rozdziały 13, 14, 15
Naprawdę dobry pomysł z przepowiadajką, a przemyślenia Remusa i jego kurczowe trzymanie się własnych zasad brzmiały bardzo prawdziwie. W trzynastym rozdziale właściwie nic się nie działo. Wprawdzie domyślam się, o co chodzi z Dorcas, ale jestem ciekawa, jak rozwinie się sytuacja ze Skyler i Lupinem.

Jeśli dobrze mi świta, to Lupin mówił kiedyś, że po każdej pełni leżał dwa dni w oddziale szpitalnym, wiec chyba nie powinien spać w dormitorium. To jest nawet prawdopodobne, ponieważ każda przemiana miała negatywny wpływ na jego zdrowie.

I już któryś raz o tym myślę, czy w kanonie na serio były łazienki w dormitoriach? Sprawdziłam nawet i nikt o tym nigdy nie wspominał.

W tym samym czasie śniadanie w Wielkiej Sali jedli Huncwoci w trzyosobowym składzie.
Przestaw „Huncwoci” i „jedli”, bo zabrzmiało, jakbyś stylizowała język na dawniejszy, a wcześniej tego nie robiłaś.

Trochę ciężko wejść mi w psychikę Dorcas i ustalić, czy prawdopodobne jest to, że dziewczyna doszła do siebie po dniu i zdecydowała się na tak pewne kroki. Jednakże pamiętając, jak przeżyła rzucenie przez Syriusza:
 „Wyjątek stanowiła Dorcas, która nawet nie obdarzyła ich spojrzeniem; od czasu, kiedy Syriusz ją rzucił, zdawała się oddalić od wszystkich jeszcze bardziej, choć nikt nie wyobrażał sobie, aby istniała taka możliwość”
Skoro się obraziła na wszystkich, zabolało ją to, że Łapa z nią zerwał, to śmierć rodziców powinna chyba sprawić o wiele większą depresję czy załamanie. Jednak Dorcas trochę sobie popłakała i zaczęła działać.

To, że rodzicie zdradzili jej hasło do gabinetu dyrektora, by mogła go użyć w skrajnych przypadkach, nie znaczyło
To trochę kulawe wytłumaczenie, hasło zmieniało się od czasu do czasu, więc nawet jeśli rodzina Dorcas żyła w przyjaźni z Dumblem, to raczej nie znaliby go. Już lepiej napisać, że podsłuchała rozmowę prefektów/nauczycieli. I czemu dyrektor nie był zdziwiony tym, że wiedziała, jak dostać się do jego gabinetu?

Choć szlaban wcale jej nie satysfakcjonował, miała nadzieję, że zleci jej jedynie krótkie prace na rzecz szkoły i każe wracać do wieży.
Co? Ale Lily to prefektem też czasem nie była? I jeśli o tym mowa, to oni chyba mogli poruszać się w nocy.

Nie spodziewał się jednak, że Evans ugryzie go w palce i będzie chciała rzucić się do dalszej ucieczki, korzystając z chwilowego rozproszenia przeciwnika. Jako że nadal nie mogła się ruszyć, przytrzymywana w mocnym uścisku, który nawet odrobinę się nie rozluźnił.
„Jako że” jest synonimem „ponieważ”. Przeczytaj fragment jeszcze raz i zrozumiesz, że ta wypowiedź nie ma sensu. [sjp.pwn] Przecinek zbędny.

Rozdziały 16, 17, 18
– Groził mi Obliviate – odparła cicho Lily, wciąż nie podnosząc wzroku.
Dlaczego raz zaklęcia piszesz w kursywie, a raz nie?

bo ostatecznie to Abraxas, a nie Lily i James, miał prawo przebywać na tamtym korytarzu.
No, ale Lilka też była prefektem!

wpadł mu w słowo Remus kpiąco.
Ten szyk zdania jakoś do mnie nie przemawia.

–To nieprawda
Zabrakło spacji.

Wystarczy, że przebiegnę sto metrów i już mam dość.
A jak uciekała w poprzednim rozdziale, to było dobrze, co? I raczej przebiegła więcej niż sto metrów. Ponadto, gdy biegiem wracali do wieży Gryffindoru, też nie miała kolki.

Szybko schwycił jej dłoń, tak jakby bał się, że bez tego gdzieś mu ucieknie.
Ja postawiłabym przecinek po „tak”. Dlaczego? Ponieważ reszta zdania opisuje to, jak chwycił jej dłoń. „Tak jakby” oznacza „tak, ale nie do końca”, co raczej nie pasowałoby do kontekstu.

O, zauważyłam, że co dialog używasz takiego schematu:
— Dialog, dialog, dialog — czasownik odnoszący się do wypowiedzi (powiedział, warknął), imiesłów.
Naprawdę rzadko kiedy widziałam coś innego, inaczej skonstruowaną kwestię bohatera i wstawkę narracyjną.

Skoro on może nic nie robić, to z jakiej racji i mnie miałby przysługiwać ten przywilej?
Powinnaś dopisać „nie” przed „miałby”, ponieważ teraz Lilka zastanawia się dlaczego przysługuje jej ten przywilej.

–zgrubiały pęd w kształcie litery T.
Zabrakło spacji.

ani oglądać po raz kolejny tych wyrzeźbionych przez quidditch mięśni.
Ja rozumiem, że quidditch to sport, ale raczej od latania klaty sobie nie wyrobisz. Od rzucania kaflem myślę, że też nie, jedynie ręce będą silniejsze.

Sytuacja z koszulą przypomniała mi wszystkie opka, które kiedyś czytałam. Dosłownie w każdym z nich była taka scena, a z biegiem czasu zaczęłam ich nienawidzić. Szczerze, to wyszła ci bardzo dobrze, ponieważ nie wzbudziła we mnie żadnych negatywnych emocji. Congratulations!

Druga sprawa: wątek z romansem Mer i Chucka przemilczę, naprawdę jestem słaba w analizie zachowań zakochanych bohaterów (swoją drogą, ostatnio Paxton rzadko się pojawia), jednakże ciekawie byłoby poczytać o związku z perspektywy Charlesa, co myśli o swojej dziewczynie, co do niej czuje itd.

Rozdziały 19, 20, 21
Naprawdę nie myślałam, że Lupin ulegnie, a tu takie zaskoczenie. Rozdział dobry, ale oprócz tego pocałunku nic się nie wydarzyło. Ciekawie również przedstawiłaś relacje między Lilką a Petunią, zawsze brakowało mi tego, kiedy czytałam inne opcia.

Syriusz zaiste uwielbiał wakacyjne poranki, kiedy mógł spać jak długo, jak tyko chciał,
„Tak” zamiast „jak”.

W rozdziale 20, w pewnym momencie interlinia jest większa niż zazwyczaj i nie jest to celowe.

Sky zachichotała, gdy polizał ją potwarzy,
Po twarzy.

W sumie, jakby na to nie patrzeć, Charles nie dzięki odwadze trafił do Hufflepuffu.

zwracać się z prośbą Jamesa,
Do Jamesa.

Tak się zastanawiam, skąd Syriusz wytrzasnął narzędzia potrzebne do naprawy motoru w domu czarodziei.

Podobało mi się opisanie relacji Jamesa-Syriusza.

Rozdziały 22, 23, 24
Zbliżał się właśnie do Isle of Man,
On serio leciał tym motorem nad morzem? Pokonał niezłą trasę z południowo-zachodniej Anglii, nie powiem.

Wprawdzie lot pozwalał stosunkowo obniżyć zużycie benzyny, że przynajmniej kilka razy musiał zatrzymać się na postój.
Nie gra mi tutaj spójnik „że”, lepiej byłoby całkowicie z niego zrezygnować i trochę przeredagowała zdanie, np. „Wprawdzie lot pozwalał stosunkowo obniżyć zużycie benzyny, ale Syriusz i tak musiał zatrzymać się na postój co najmniej kilka razy”. Chodzi o to, że ani jedno, ani drugie nie jest nadrzędne, więc pozostaje współrzędne.

rzucił jeszcze z Huncwockim błyskiem w oku.
Zastanawiam się, dlaczego zapisałaś ten przymiotnik wielką literą. Huncwot to nic innego jak nicpoń/łobuz [sjp.pwn], toteż nazwa nie jest zarezerwowana tylko dla czwórki chłopaków z Hogwartu, czyli nie jest to przymiotnik odimienny, więc nie można zadać pytania czyj?. Równie dobrze można by zamienić to na „łobuzerski”.

co prawda znalazł pewnego maga w Egipcie, zajmującego się badaniami i szukającego rozwiązania, ale pan sądzi, że nie zdąży go znaleźć przed śmiercią pana, sir.
Skoro go znalazł, to czemu ma nie zdążyć go znaleźć, co?
Szkoda, że Regulus jest bardziej podobny do ciebie niż w waszą matkę. Wtedy moglibyście zamieszkać tu razem. A tak? To miejsce jest trochę za duże dla jednej osoby.
Strzelam, że gdyby Reg był podobny do Syriusza, to by z nim zamieszkał i olał naukę matki. Za Chiny Ludowe nie rozumiem podkreślonej części, chyba wynik zbyt częstych popraw.

uporczywie wpatrującego się w zegarek po dziadku Henrym.  Euphemia już chciała mu zwrócić uwagę,
Wkradła się podwójna spacja.

Zachwyceni wysokim poziomem rozgrywki, mimo że odrobinę brakowało im emocji związanych z kibicowaniem ulubionej drużynie.
Zabrakło części zdania, pierwszy człon wyraźnie sugeruje, że po wtrąceniu powinno się znaleźć dopowiedzenie. No chyba że chodziło o coś takiego: „Byli zachwyceni wysokim poziomem rozgrywki, mimo że…”.

Bardzo podobał mi się dwudziesty czwarty rozdział. Ciekawie przedstawiłaś przyjaźń Lily i Lupina oraz obawy dziewczyny o zdrowie Lunatyka. Rzadko kiedy spotykałam się, że w opciach Evans wspierała Remusa, w ogóle często zapominano, że wiedziała o jego małej tajemnicy.

Rozdziały 25, 26, 27
Pytanie, dlaczego Remus cały czas dodaje na końcu cariad, mimo że wcześniej tego nie robił?

Na twoim miejscu podzieliłabym na dwie części monolog Dorcas lub dodała didaskalia, ponieważ trochę się ciągnie.

Bardzo podobał mi się dwudziesty szósty rozdział, zwłaszcza końcówka. Chociaż nie wiem, co sądzić o propozycji Meadowes — wyskoczyła z nią już pierwszego dnia szkoły? Zmień też trochę początek jej wypowiedzi, wprawdzie mówi, że: kiedy umarli rodzice, myślałam, że mój świat się skończył. Nie sądziłam, że znajdę powód, by dalej żyć, ale nie widać po niej, że nadal ją to boli. A boli na pewno i wskazane byłoby wstawienie jej reakcji podczas rozmowy o rodzicach, teraz zabrzmiało to bezosobowo, jakby przeszłość przestała ją obchodzić.

Okej, okej, okej, dlaczego w pierwszych akapitach pojawia się Dorcas, a chwilę później, bez żadnego wyjaśnienia, że sobie poszła, nagle cała akcja skupia się w sali lekcyjnej? Tell me why!

Chodzi o to:
Uśmiechał się teraz na to wspomnienie, w myślach wcale nie przyznając jej racji. Doskonale wiedział, że właśnie tak było. Nie bez powodu nazwano go imieniem najjaśniejszej gwiazdy we wszechświecie.
Jego uwagę przykuł Peter – zaczął mamrotać pod nosem, drobiąc w miejscu i uważnie rozglądając się wkoło niczym mysz wypatrująca orła. Syriusza zaplótł dłonie na piersi, przyglądając mu się z nieskrywanym zaskoczeniem. O, to coś nowego.
Syriusz. Pierwszy akapit odnosi się do wizyty Meadowes, a raczej to nie jest ów wspomnienie, o które chodziło Syriuszowi, skoro zaraz potem jego uwagę przykuł Peter. Poza tym chwilę później mamy: Nie zdążył jednak otrzymać odpowiedzi, ponieważ w oddali pojawił się nauczyciel. Syriusz zaczął się przesuwać bliżej wejścia wraz z Huncwotami, żeby zająć jak najlepsze miejsca.
O ja dobra, teraz rozumiem, o co chodzi, ale proszę, oddziel to jakoś.

Rozdział 28

jak popołudniowe słońce igrał w jej włosach.
Igrało.

Dopiero kiedy w ten sposób wykruszyła mu się znaczna pula, dotarło do niego, jak rozsądne było to posunięcie.
Naprawdę nie wiem w ilu opkach czytałam o tym, że kandydatów do drużyny wywalało się w taki sposób.

Mamy szukającą, pomyślał, ze zdumieniem przypatrując się drobnej czwartoklasistce, która zupełnie zadziwiła go swoją zwrotnością na miotle i pewnym chwytem na kaflu.
Jesteś pewna, że chodzi o szukającą? A nie ścigającą?

Dopóki nikt nie złapie ich na gorącym uczynku, byli zupełnie bezkarni.
Przecież Lilka jest prefektem. Prefektem Naczelnym, dodam. I nie może nic zrobić, nie?

Rozdział niezły, ale zawsze się zastanawiam, po co te wszystkie eliminacje. Zwłaszcza, że zazwyczaj odprawia się połowę kandydatów w dwóch/trzech zdaniach, a resztę w kolejnych czterech. Niemniej opisy wyszły ci płynnie, przestałaś się rozwodzić nad nieistotnymi rzeczami.
Ale znowu mam problem z Lilką. Dlaczego zapominasz o jej pozycji? No i czy ona nie była pewniejsza siebie? Jeszcze niedawno chciała wstąpić do Zakonu Feniksa. Trochę mi nie pasuje ten brak odwagi.

Podsumowanie.
Czasami poprzez zbyt długie zdania psujesz dynamikę. Pokażę przykłady:

– Jak mogłeś mi to zrobić?! – wysyczała przez zaciśnięte zęby, w palcach obracając swoją elegancką różdżkę; z każdym słowem dało się wyczuć narastającą w jej głosie nienawiść.

Uważam, że przymiotnik do różdżki jest w tej chwili zbędny, a kolejną część zdania mogłabyś śmiało oddzielić kropką, nie średnikiem. Z tymi drobnymi zmianami czytelnik lepiej zobaczy prędkość akcji. Powolna narracja nie pasuje do wypowiedzi Walburgi, zmniejsza jej wydźwięk i wagę, zwłaszcza, że akapit później jeszcze bardziej spowalniasz.

Często twoje opisy przypominają krótkie definicje/raporty/eseje, chcesz zawrzeć jak najwięcej informacji o świecie przedstawionym (szczególnie w pierwszych rozdziałach), przez co wychodzą ci takie notki encyklopedyczne:

sir Nicolasem de Mimsy-Porpingtonem, zwanym wśród uczniów Prawie Bezgłowym Nickiem, ponieważ jego głowa trzymała się jedynie na cieniutkim kawałku skóry, co spowodowała nieudolnie wykonana egzekucja. Co bardziej zaprzyjaźnieni z nim uczniowie wiedzieli doskonale, że nie jest zachwycony z tej sytuacji, jako że jego wielkim marzeniem było polowanie bez głów, urządzane co roku przez dekapitowane duchy.
„Ci”, czas. O bohaterze, który pojawia się w opowiadaniu kilka razy, (a w tym fragmencie jest tylko wspomniany), piszesz bardzo długo, rozwodzisz się nad jego celem i marzeniami, co jest zbędne, kiedy Skyler próbuje nie spóźnić się na trening.

Kolejna taka sytuacja pojawiła się w rozdziale drugim, kiedy opisywałaś wygląd bibliotekarki. Nie brała ona udziału w akcji, nie mogę jej w tamtym momencie zaliczyć nawet do postaci epizodycznych, wszak została jedynie wspomniana przez narratora.

Trochę głupio pisać o pelerynie Śmierci i Insygniach, skoro nie jest to potrzebne historii. Rozumiem, chcesz wytłumaczyć pochodzenie peleryny-niewidki — ale po co, skoro James i tak nie wie, i tak się nie dowie? Tylko zapychasz rozdział.

Później już nie marnujesz czasu na zbyt szczegółowe opisy, przykładem może być starcie Lily i Pottera z Wilkesem, które wyszło gładko i bardzo energicznie. Względem pierwszych rozdziałów, te ostatnie są o wiele lepsze, przestałaś pisać o rzeczach niepotrzebnych, a skupiłaś się w większości na tych istotnych.

Nie mam zarzutu do stylu, nie gubisz się w gramatyce, piszesz płynnie i nie zdarza Ci się przeskakiwać do różnych tematów co akapit, jednak znalazłam coś, na co powinnaś zwrócić uwagę.

Garnitur w zielono-szarą kratę wydawał się być zrobiony z wyjątkowo grubego,
Bez „być”. [źródło] [Prolog]

Dzień jeszcze na dobrą miarę się nie rozpoczął, wszystko zdawało się być poszarzałe, //
Obok niego rozciągało się ogromnych rozmiarów jezioro, które zdawało się być niemalże czarne,
Tak samo jak wyżej, nie wstawiaj bezokolicznika „być”. Myślę też, że lepiej brzmiałoby, gdybyś zmieniła „zdawało” na „wydawało”. Drugim powodem jest fakt, że w wielu wydawnictwach normatywnych można przeczytać, że konstrukcja „zdaje się być” jest w ogóle niepoprawna. [Rozdział 1]

W rozdziale piątym również takie coś znalazłam: a jej głos zdawał się być lekko chropowaty.

Czasami dawałaś też ekspozycje, zamiast oddać charakter bohaterów w tekście.

I właściwie te problemy dotyczą tylko początkowych rozdziałów.

Dosyć często zapominasz o przyimkach, przez co nie czyta się płynnie.
dostać się damskiego dormitorium. —> Tu brakuje „do”. [Rozdział 5]

Ponadto zdarzają Ci się literówki, błędy interpunkcyjne i powtórzenia, oto niektóre z nich:

a) literówki
Gdy wrócił tego wieczoru do domu, Walburga sztywno siedziała w jadalni przy ogromnym stole, mogący pomieścić przynajmniej tuzin ludzi.
Literówka, „mogącym”. [Prolog]

To, że takich osób było aż trzy, tylko czynił go szczęśliwszym człowiekiem.
Czyniło. [Prolog]

Do końca życia wypominał sobie , że zmienił
Nadprogramowa spacja. [Prolog]

stając się zmobilizować do zsunięcia stóp
Starając. [Rozdział 1]

niezależnie do kondycji ich serc
Od. [Rozdział 3]

Stanowiła dla niego druga parę oczu;
Drugą. [Rozdział 3]

Ślizgoni byli najmniej lubianą ze wszystkich grupę,
Grupą. [Rozdział 4]

Nie potrafił odnaleźć w głowie niczego, co mogłoby wyrazić to, jak się teraz czuję.
Raczej nie chodzi tu o Twoje samopoczucie, co nie? Plus czas. [Rozdział 6]

Syriusz chyba po raz pierwszy w życiu wypomniał sobie, ze nie przyłożył się bardziej do czarów i nie potrafił spakować i zamknąć tego cholerstwa kilkoma ruchami różdżki.
Zabrakło kropki nad „z”. Nie będę tego kopiować niżej, ale jak powtarzasz spójnik „i”, stawiasz przecinek. [Rozdział 7]

to, że nie urodziła się w rodzinie czarodziejów nadzwyczaj ja bolało.
Ją. Oddziel przecinkami czasowniki. [Rozdział 11]

nie chcąc się spóźnić pierwszą w tym dniu lekcję.
„Na pierwszą”. [Rozdział 14]

Lily wiedziała, że powinna cos powiedzieć,
Coś. [Rozdział 16]

pokazał im dwie sąsiadujące grządki, w tym jedna pustą,
Zabrakło ogonka. [Rozdział 17]

– Zostań moją przykrywka, proszę
Jak wyżej. [Rozdział 18]

Znała swoja wnuczkę tak dobrze
Jak wyżej. [Rozdział 20]

Kiedy pod dwóch dniach wychodzili
Nadprogramowe „d”. [Rozdział 23]

Lily, siedząc na leżaku z ogródku za domem
W ogródku. [Rozdział 24]

Nie wiem, czy każdy się ze mną zgodzą,
Zgadza. [Rozdział 27]

b) przecinki
Ta historia trochę odbiega od tego co utarło się w tym temacie.
Oddziel dwa czasowniki przecinkiem. [Wielka Sala]

która znikała tak szybko[przecinek] jak się pojawiała,
Oddziel czasowniki przecinkiem. Plus: sjp.pwn. [Rozdział 1]

– Jeszcze trochę i wychodząc na korytarz również będę brała płaszcz – mruknęła Sky,
Oddziel przecinkiem imiesłów i czasownik. [Rozdział 2]

że Remus uważnie się jej przygląda, udając że wciąż słucha Syriusza.
Jak wyżej. [Rozdział 2]

– Tak właśnie – mruknął Łapa
Tak, właśnie. [Rozdział 4]

za co jak przypuszczał odpowiedzialność ponosił jego ojciec,
„Jak przypuszczał” to wtrącenie. [Rozdział 5]

po czym przytulając poduszkę i powłócząc nogami opuściła
Oddziel imiesłów i czasownik przecinkiem. [Rozdział 5]

Czyś ty nie widział ile czasu próbowałem zamknąć to cholerstwo?
Oddziel przecinkiem czasowniki. [Rozdział 7]

c) powtórzenia
o której opowiadał jej Severus. Jako że jej rodzice byli mugolami,
[Prolog]

Magia zdawała się wręcz wyciekać z niego poprzez okna czy szpary w drzwiach; emanował nią od fundamentów, poprzez ściany z szaro-żółtego kamienia,
[Rozdział 1]

co po krótkiej chwili dawało jej poczucie, jakby nic nie mogło jej zatrzymać. Nawet tu, wewnątrz zamku z każdym oddechem z jej ust wydobywał się obłoczek pary.
[Rozdział 1]

nikt nie chciał niepotrzebnie wyściubiać nosa spod zagrzanej, puchowej kołdry. Pomimo tego, że we wszystkich kominkach wesoło trzaskał ogień, kamienne mury powodowały, że przestrzeń było trudno zagrzać
Przed spójnikami typu: pomimo że mimo że nie stawiamy przecinka. [Rozdział 1]

Syriusz i James kontynuowali rozmowę zaczętą wcześniej, a Peter zerknął na zegarek i postanowił jeszcze odbyć krótką wizytę w kuchni, aby poprosić skrzaty o coś na ząb, natomiast Meredith kontynuowała wypracowanie,
Plus: jak mogliby kontynuować rozmowę, której nie zaczęli wcześniej. [Rozdział 2]

nagrzaną słońcem trawą, aż proszącą, by na niej usiąść. Słońce świeciło mocniej,
[Rozdział 17]

Charles zaprosił ją na uroczystość wyprawianą przez pana Gallagera, mającą oficjalnie wprowadzić Charlesa na czarodziejskie salony
[Rozdział 17]

Oraz inne:

Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart
W książkach, które miałam pod ręką i Internecie, jest napisane, że poprawną formą brzmi „Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie”. [Rozdział 1]

Nieufna i nie asertywna.
Partykułę „nie” z przymiotnikami piszemy łącznie. [Bohaterowie, Skyler]

James, co zupełnie do niego nie podobne,
Jak wyżej. [Rozdział 20]

Jak na ilość napisanego tekstu nie jest źle, ponadto widać postęp między pierwszym a ostatnim rozdziałem (jest o wiele mniej literówek i błędów interpunkcyjnych).

Bohaterowie
Nawet cieszę się, że Peter pełni u ciebie rolę drugoplanową, niezbyt lubię tę postać, moim zdaniem trochę nijaką, mam jednak nadzieję, że wyjaśnisz jego motywy przejścia na złą stronę mocy.

James
Jego charakter i zachowanie nie odbiegają zbytnio od kanonu. Chociaż brakowało mi w nim nieco arogancji, ale nadal pozostaje dobrze wykreowaną postacią.
W sprawie dorastania: trochę dziwnie wyglądało to, że jak gdyby nigdy nic uznał, iż musi dorosnąć, aby Evans się z nim umówiła. Potrzeba by do tego jakiegoś środka motywującego, a, według mnie, zwykła zazdrość o jej relację z Remusem nie jest wystarczającym uzasadnieniem jego nagłej chęci całkowitej zmiany charakteru.
Ponadto, gdy wybrano go na Prefekta Naczelnego, Dumbledore kierował się tym, że Rogacz dojrzał, ale jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić, ponieważ nie miał jak się uspokoić. Poza kilkoma kawałami nie zrobił nic, co byłoby dziecinne i nieodpowiedzialne.
Drugą sprawą jest fakt, że jego przemiana nastąpiła zdecydowanie zbyt szybko — fakt, kilka razy podupadł, ale moim zdaniem sam powinien mieć nad tym większą refleksję.
Jak wyżej, od Rowling dowiedzieliśmy się, że James był arogancki i dumny, lecz w twoim opowiadaniu nie wydaje się taki. Nie ma żadnego momentu, w którym pokazałby się od takiej strony, bardziej ukazujesz jego upór i odwagę.
BTW, dlaczego tylko raz wspomniałaś o zainteresowaniu Jamesa do astronomii? Naprawdę dobry pomysł, a po akcji z Wilkesem cisza. Po co ci wtedy ten akapit?

Remus
Jeśli chodzi o Lunatyka, nie mam zbyt wielkich zastrzeżeń, ale czasami umieszczałaś zbyt wiele jego myśli: „jestem wilkołakiem, nie mam prawa do szczęścia”. Po przeczytaniu Harry'ego Pottera, zawsze wydawało mi się, że obwiniał się dopiero wtedy, kiedy urodził się Ted. Ponadto, jeśli miałby takie mocne przekonanie o swoich ograniczeniach, to czy w przyszłości ożeniłby się z Tonks?
No i fajny pomysł z tym, że czytał komiksy, ale tutaj też: w dwudziestym siódmym rozdziale zostawił Spider-mana w bibliotece, ale dlaczego wcześniej nie było mowy o jego zainteresowaniach?
No i dlaczego tak nagle zaczął dodawać cariad na końcu zdania?

Syriusz
Książkowy Syriusz gardził Regulusem z powodu jego poglądów i tego, że podziwiał śmierciożerców. Jak więc mógł mieć z nim takie relacje? Czy Łapa serio dogadywałby się z kimś, kto „przez lata mówił o Czarnym Panu, który chciał wyprowadzić czarodziejów z ukrycia, żeby zapanowali nad mugolami i mugolakami… A kiedy miał szesnaście lat, pan Regulus przyłączył się do Czarnego Pana. Był taki dumny, taki dumny, tak szczęśliwy, że mógł mu służyć” [cytat z Insygni Śmierci]?
No i jakby dzieciństwo jeszcze przeszło, to potem ich relacja, no zgrzyta, no.
Poza tym to dobrze wykreowana postać.

Lily
Do Lily chyba nie mam zastrzeżeń, naprawdę adekwatnie oddałaś jej charakter. Lecz ja naprawdę zawsze myślałam, że Lilka oprócz Snape'a nie miała żadnych innych bliskich przyjaciół, ale…
Podoba mi się jej relacja z Remusem oraz to, jak przedstawiasz sytuację Evans w domu.

Meredith
Mam wrażenie, że ona dostaje najmniej czasu antenowego, głównie występuje tylko wtedy, kiedy bohaterowie spotykają się w szóstkę lub w dormitorium (chociaż wtedy prym wiodą Skyler i Lilka, od czasu do czasu Dorcas).
Jedyną okazją, którą pamiętam, kiedy Meredith pojawiła się w głównej roli, były urodziny Charlesa i fragment Mrocznego Znaku nieopodal jej domu. Nic więcej.

Skyler
Dobrze ją wykreowałaś i nawet podoba mi się jej zachowanie względem Remusa. Ciekawe rozegrałaś ten związek — w odróżnieniu od innych opek, które czytałam, Lunatyk nie zakochał się w swojej podobiźnie.

Snape
W twoim opowiadaniu zabrakło mi Snape'a. W całej historii pojawił się może dwa-trzy razy — za pierwszym, gdy James chciał dojrzeć, za drugim podczas kawału i na końcu, kiedy Syriusz szorował toalety. W pewnym fragmencie pisałaś, że Huncwoci często kończyli u pielęgniarki z różnymi wypadkami; cieszę się, że wspomniałaś, iż nie pozostawał im dłużny, ale miło by było wpleść to w tekst, przedstawić jedną z takich sytuacji.

Ogólnie nie jest źle, kanonicznych bohaterów oddajesz wiernie, Skyler ci się udała, tylko uważam, że skoro Meredith jest jedną z głównych postaci, powinna pojawiać się troszkę częściej. Ponadto ze wszystkich ona jedyna jest najsłabiej zarysowana i chyba najłatwiej o niej zapomnieć.

Pomijając bohaterów, mam wrażenie, że opowiadaniu brakuje punktu kulminacyjnego. Wydarzenia często są ze sobą luźno powiązane, a nie widać, by w niedalekiej przyszłości miały się zejść. Mam również wrażenie, że chcesz, aby środkiem opowiadania była wojna czarodziejów, czasy po zakończeniu szkoły przez Huncwotów, lecz powinnaś dawać więcej nawiązań do przyszłości (hintów), a jedyne co robisz, to wspominanie raz na jakiś czas o Veritaserum czy Proroku. Ponadto w Hogwarcie nie czuć tej grozy, fakt — Voldek zabija, fakt — źle się dzieje, ale jakiekolwiek reakcje uczniów widać tylko w Wielkiej Sali, podczas dostarczania wiadomości, później wszyscy zapominają, iż ktoś gdzieś tam w Anglii sieje spustoszenie. Nie ma atmosfery, która pokazałaby, że naprawdę jest źle.

Długo myślałam nad oceną, ale chyba najodpowiedniejszą będzie dobry z plusem.


23 komentarze

  1. Przepraszam za długi okres oczekiwania, mam nadzieję, że ocenia będzie satysfakcjonująca.
    Ocena.

    W zakładce zginął ci jeden akapit w podpunkcie „Przedsłowie”.
    Ci.

    Nie będę kopiować tego, co napisałam o prologu w poprzedniej ocence, niepotrzebnie wydłużę tą, jednak zacytuję Wikipedię, aby mieć argument.
    Tę ocenkę.

    W pierwszym akapicie rozdziału raczysz mnie opisem wyglądu bibliotekarki, która pojawia się tylko w tym fragmencie, poza tym tylko jako „wspomnienie”.
    Nie wiem, czy te dwa tylko miały zaakcentować to, jak opis był niepotrzebny, ale powtórzyłaś się.

    Kiedy zobaczyła Mroczny Znak, czym prędzej pobiegła do domu, niestety bardzo długi opis sprawił, trochę ten powrót się dłużył.
    Że trochę ten powrót się dłużył.

    zajmujesz się nieważnych sprawami.
    Zajmujesz się nieważnymi sprawami.

    [Plus, jak Skoia mi sprawdzała dodała coś, co może się również i tobie przydać: „Imiesłowy współczesne (zakończone na -ąc) świadczą o tym, że coś się dzieje równocześnie z orzeczeniem. Jak upadła to nie raniła rąk w locie.
    Przecinek przed dodała. Nie zamknęłaś cudzysłowu.

    Moim zdaniem właśnie one wychodzą ci najlepiej, za każdym razem przyjemnie się je czyta.
    Ci.

    Uważam też, że mogłaś poświęcić więcej czasu na wyjaśnienie początków przyjaźni Łapy i Rogacza, zabrakło mi też trochę osobistych poglądów Łapy na temat pocieszającego go Jamesa i tego, jak Potter z Blackiem przekonali do siebie Lupina i Petera.
    Powtórzyłaś też.

    Wprawdzie domyślam się, o co chodzi z Dorcas, ale jestem ciekawa, jak rozwinie się sytuacja z Skyler i Lupinem.
    Ze Skyler. Mój język ma teraz zakwasy przez próbę wypowiedzenia z Skyler.

    Nie gra mi tutaj spójnik „że”, lepiej byłoby całkowicie z niego zrezygnowała i trochę przeredagowała zdanie,
    Lepiej byłoby całkowicie z niego zrezygnować // Na twoim miejscu całkowicie bym z niego zrezygnowała.

    Na twoim miejscu podzieliłabym na dwie części monolog Dorcas lub dodała trochę didaskalii, ponieważ trochę się ciągnie.
    Powtórzyłaś trochę.

    Drugą sprawą jest fakt, że jego przemiana nastąpiła zdecydowanie zbyt szybko — fakt, kilka razy podupadł, ale moim zdaniem sam powinien mieć nad tym większą refleksję.
    Powtórzyłaś fakt.

    Jak wyżej, od Rowling dowiedzieliśmy się, że James był arogancki i dumny, lecz w twoim opowiadaniu nie wydaje się taki. Nie ma żadnego momentu, w którym pokazałby się od takiej strony, bardziej ukazujesz jego upór i odwagę.
    Twoim.

    Po co ci wtedy ten akapit?
    Ci.

    Dobrze ją wykreowałaś i nawet podoba mi się zachowanie względem Remusa.
    Nawet podoba mi się jej zachowanie względem Remusa.

    W twoim opowiadaniu zabrakło mi Snape'a.
    Twoim.

    Coś tam niepoprawnego wyłapałam. ;/ Chciałam dobrze!
    Pozdrawiam, Najl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No kurde, nie widać kursywy i pogrubienia!
      Powtórzyłaś taki/takiej w przed-przed-przedostanim wskazanym „niepoprawnym” zdaniu.

      Usuń
    2. Poprawiłam. W sprawie „tylko„ powtórzenie zamierzone. A co do pisania „ci„, „tobie” nie ma reguły, obowiązek jest chyba tylko w liście. Wystarczy cały czas pisać w jeden sposób, a że ja wolę małe, to tak piszę. )
      Pozdrawiam, Asu. :)

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Jak upadła to nie raniła rąk w locie. – Gdy upadała, to nie raniła rąk w locie.
      Oho, zawsze się coś znajdzie ;)

      Usuń
  2. Zaraz siadam do czytania, dziękowania i komentowani, ale zanim to zrobię, zacznę może trochę od dziwnej strony, ale… nowy szablon. Czcionka jest ogromna! Mam wrażenie jakbym podglądała waszą stronę w jakimś sporym powiększeniu, ale nie. Nie wiem też, na jakiej rozdzielczości go tworzyłyście, ale u mnie, na 1366x768 (laptop 15,6” czyli jedna z najbardziej popularnych rozdzielczości obecnie) nie mieści się w szerokości ekranu i pojawił się suwaczek so przesuwania. Może i nie jest to jakoś bardzo uciążliwe, bo po obu stronach macie szerokie puste pola, więc można przeglądać całość naraz, gdy się już suwak ustawi w odpowiedniej pozycji, ale mimo wszystko – wypadałoby to ogarnąć. Boru, aż sobie sprawdziłam na drugim monitorze, i tam mam dokładnie tę samą sytuację z suwakiem. Jasne, ja wiem, że mogę sobie wcisnąć ctrl i – (i zaraz to zrobię, bo ta czcionka jest zwyczajnie kolosalna!), ale w ramach możliwości (a Wy taką możliwość macie, bo wystarczy popracować z wielkościami czcionek i szerokościami kolumn, a także ogarnąć te szerokie marginesy z obu stron) dobrze jest, gdy można tego oszczędzić czytelnikowi. To tak słowem wstępu. Na temat ocenki będę już pisać w osobnym komentarzu, jak już przeczytam całość, co by nie zaciemniać.

    Pozdrawiam gorąco,
    maxie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ja, ja mam kompa z rozdzielczością ok. 20", może dlatego. Jak wejdę na mniejszy, to poprawię (Zupełnie o tym zapomniałam, kiedy go tworzyłam :/). xD
      Dzisiaj albo jutro zaktualizuję ocenkę o rozdział 28 (zauważyłam, że dodałaś, dopiero, kiedy weszłam pisać powiadomienie).
      Pozdrawiam, Asu.

      Usuń
  3. Wpadam na razie napisać komcia odnośnie szablonu, nie odnośnie treści. Z daleka widać, że korzystałyście z poradnika na GT przy tworzeniu layoutu, ale coś wam nie pykło. Przede wszystkim to, że do body nie dodaje się position, a przede wszystkim nie position: relative, bo wyszło na to, że macie wysunięty blog o 225px w prawo i nie da się pozbyć suwaka na dole (wgl. kto pisał adnotację na dole? Porobiłyście straszliwe literówki w krótkim zdaniu, które informuje od korzystaniu z poradnika!). Część czcionek ma bardzo dziwne polskie znaki (albo, zależnie od przeglądarki, polskich znaków nie posiada) i szczerze mówiąc dobór samych fontów jest... średni. Dobrze byłoby skontrolować cały szablon z kimś, kto się zajmuje wykonywaniem szablonów.

    Pozdrawiam, Niah.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyobraź sobie, że masz brata, ale twój brat stwierdza, że nie wierzy w Boga i zostanie ateistą. Co robisz? Bo według tego, co napisałaś, powinnaś go znienawidzić, wyrzucić z domu, wyprzeć się go i co tam jeszcze.
    Zanim zacznę tyradę, wspomnę tylko, że hpwikia to najgorsze źródło informacji o HP, jakie można wybrać. Nawet angielska.
    Tyrada:
    Syriusz był BRATEM Regulusa, oni byli rodzeństwem, rodziną, najbliższymi dla siebie osobami. Dziesięcioletni Regulus mógł słuchać matki i tego, jak określała przydział brata za zły, ale to nie jest tak, że pstryk i od razu go znienawidził, szczególnie, że zawsze wiedział, jaki Syriusz jest. Dlaczego wszyscy się tak upierają, że musieli się nienawidzić? Gdy zaczęli się już jednoznacznie opowiadać za jedną ze stron, to tak, mogli mieć zgrzyty, ale gdy żaden z nich jeszcze nie wie, co będzie robił w życiu?
    A nawet jak już się opowiedzą po jednej ze stron, to dalej będą rodzeństwem, dalej będą mieli wspomnienia z dzieciństwa i gdzieś tam z tyłu głowy zawsze będzie to pytanie, co się dzieje teraz z moim bratem? Tak działają więzy krwi, czasem się po prostu zastanawiasz, jak się wiedzie rodzinie, nawet jeżeli z nią nie rozmawiasz.

    Jestem zbulwersowana takimi wnioskami, bo miłość to nie jest taka prosta rzecz, by po ucieczce z domu każdy z Blacków znienawidził Syriusza z miejsca. Pamiętasz co mówił Stworek? Pani Black szalała z rozpaczy po ucieczce syna, więc jeżeli ona, kobieta bardziej okrutna od Regulusa, przeżywała odejście Syriusza, to wyobraź sobie, jak on sam musiał się czuć?

    #BlackBrothers4ever

    Pozdrawiam, Niah.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba źle ujełam to w słowach. Nie chodziło mi o to, że muszą się nienawidzić, ale jkiś niesmak powinien pozostać. No bo gdy twój brat obiera złą drogę, to chcesz go od tego odwieść, przez co moga pojawić się kłótnie. Czyli napiecia. Syriusz jest bardzo impulsywny, nie popiera ideologii Voldemorta i każdego, kto się nią kieruję. (przynajmniej ja go zawsze tak odbierałam)
      Mi konkretnie chodziło o to, że ich relacja jest ZA dobra, a nie, że nie może być dobra.

      Chyba nakreśliłam sytuację jaśniej (nie jestem dobra w tłumaczeniu się), jakby co, to pisz. :)

      Usuń
    2. No jeśli tak, to faktycznie się czepiać nie będę, ale z ocenki to nie wynika jednak :<

      Pozdrawiam, Niah.

      Usuń
    3. Muszę nad tym popracować, żeby nie było takich niedomówień -.-

      Usuń
  5. Mnie w sumie jedyne, co nie siada w tym szablonie tak bardzo, to za mała odległość posta od prawej kolumny i za duży font w postach.
    Ale ze mnie żaden grafik, so.
    [Czułam, Niah, że wpadniesz. Pozdrowionka ;)]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (Stoję na straży szablonów i Blacków!)
      Pozdrawiam, Niah.

      Usuń
  6. Dobra, czas na to, by podziękować za ocenę! Za poświęcony czas i chęć wystukiwania na klawiaturze opinii na temat mojego ficzka. I naprawdę, nie przejmuj się tym, że długo czekałam. Błagam Cię, przecież podesłałam Ci kobyłę, sama jestem sobie winna. I dobrze wiem, jak długo się ocenia takie obszerne blogi.

    @prolog i znikająca lista: hm, nie wiem jak to się stało, pewnie coś nakopałam w html rozdziału. Zajrzę tam potem i postaram się poprawić, com zepsuła. (zaiste, udało mi się już nawet naprawić).

    @Huncwoci: miało być wielką literą, jak zwykle omsknęły mi się podstrony przy poprawianiu :/

    @prolog: no kwikłam sobie po prostu. Nie dość, że odsyłasz mnie do jakiejś poprzedniej ocenki, nie podając do niej nawet linku – a pamiętaj, że to jest ocenka przede wszystkim dla mnie, nie dla czytelników Waszej strony! – tyle dobrze, że macie chmurę oceniających i że nie muszę się cofać za pomocą poprzednich postów. I serio, powinnaś napisać to, co uważasz, że powinno zostać napisane, nawet jeśli rozbije Ci to objętość ocenki, serio. Nawet jeśli będziesz musiała pisać to samo w 90% swoich ocenek. I uwierz mi, że wiem co mówię.
    Dobra, cofnęłam się, i kwikłam sobie po raz kolejny. Tu nazywasz to swoim pisaniem? To wklejenie kilku cytatów z różnych stron. A już w ogóle pierwsze zdanie jest najlepsze (pamiętaj, że to nie siebie odesłałam do czytania poprzedniej ocenki, bo analiza mojego prologu jest taka, jak dla tamtego bloga!) – Szczerze powiedziawszy, nie wiem, co mam myśleć o Twoim prologu. Jest krótki jak świstek z pralni, poza tym chyba nie wiesz, co to jest ów prolog – już naprawdę pomijając to, że ów naprawdę, ale to naprawde nie jest synonimem dla ten, to naprawdę, mój prolog w żadnym wypadku nie jest krótki. Chyba że dla Ciebie prolog na przeszło 2k jest krótki.
    No ale dobra, lećmy dalej, do tych powklejanych fragmencików, bo serio, pojęcia nie mam, czemu uważasz, że mój prolog prologiem nie jest.
    Za wikipedią: wstępna, wyodrębniona część utworu dramatycznego lub narracyjnego, zawierająca relację o faktach poprzedzających zawiązanie akcji – kuźwa, łapię się za głowę, bo przecież dokładnie tym jest mój prolog, ale najwyraźniej Ty sądzisz inaczej, więc proszę, wytłumacz mi dlaczego. Przecież jest i wyodrębniony, i zawiera relację o faktach poprzedzających główną akcję – tyle tylko, że dla każdego bohatera osobno.
    Dalej, za pasjapisania.pl: Jednak najważniejszą funkcją prologu jest złapanie czytelnika na haczyk – musi on po prostu zmusić czytelnika, tak go zainteresować, aby przeszedł do rozdziału pierwszego. Prolog ma również za zadanie pokazanie świata powieści, zarysowanie ogólnego klimatu, pokazanie przeciwnika – pierwsza część jest co prawda subiektywna i nie mnie oceniać, czy udało mi się osiągnąć to co chciałam, ale wskaż mi, gdzie się wyłożyłam, jeśli ten prolog nie pokazuje świata przedstawionego, nie zarysowuje klimatu i nie pokazuje bohaterów.
    Następnie, za spisekpisarzy.pl (który serio podniósł mi ciśnienie): Podstawowym pytaniem, na które każdy pisarz powinien sobie odpowiedzieć przed rozpoczęciem pracy, jest: czy ja żyję w pieprzonym dziewiętnastym wieku? Łatwo to sprawdzić. Wystarczy złapać najbliższy sygnał WiFi i za jego pośrednictwem połączyć się z zasobami Internetu. Jeśli widzimy przede wszystkim zdjęcia kotów – nie mamy dziewiętnastego wieku. Ergo: nasz czytelnik prologów już nie łyka. Nie-ły-ka – rozumiem, że autor przeprowadził jakieś szeroko zakrojone badania społeczne, że on może się tak dobrze wypowiedzieć za wszystkich, że czytelnicy nie łykają prologów? Przecież to jakaś kpina, jasne pan może sobie spokojnie uważać, że on sądzi, że prologi są głupie i nieużyteczne i że on to w ogóle prologów nie lubi, ale na pewno nie powinien się wypowiadać za większość ludzkości, noale… co ja tam wiem.
    Dobra, wracam do swojej ocenki, i naprawdę, znowu łapię się za głowę, bo: Nie powiem, że tekst mi się nie podobał, wręcz przeciwnie, wciągnęło mnie, sprawiło to przyjemność. Czyli jednak prolog spełnił swoją rolę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, biorąc pod uwagę kwestię techniczną, nie napisałaś prologu, tylko dobre przedstawienie postaci – a niby dlaczego prolog nie może być równocześnie dobrym przedstawieniem postaci? Nie rozumiem. Jest jakieś kosmiczne albo literackie prawo, które tego zabrania?
      Tak więc proszę, o odpowiedź na moje wątpliwości. Bo ja zwyczajnie nie uważam, żeby to nie był prolog.

      @wieżyczki: dobra, ta dyskusja będzie czystko akademicka, bo tego akapitu już nie ma (bo wiesz, że poprawiam to opko), mój błąd, ale Ty też piszesz: Wszystko w tym zdaniu gra, jednak w Hogwarcie było pięć wież (Zachodnia, Gryffindoru, Ravenclawu, Astronomiczna, z Gabinetem Dyrektora i Zegarowa) – jak sobie to policzysz, to wyjdzie Ci sześć. Wieża Zegarowa to wymysł filmowy, a gabinet dyrektora w piątym tomie choćby miał wejście na drugim piętrze, nie na siódmym.

      @akapity: Niestety znowu straszysz długimi akapitami; czasami możesz je podzielić, nie zmieni to sensu wypowiedzi, za to będzie lepiej wyglądało – po prostu trochę mi słabiej. Serio. Wiesz, że podział na akapity jest robiony w jakimś celu? To nie jest takie ciapanie wcięciami tylko po to, żeby rozbić dużą ilość tekstu, żeby się lepiej czytało!

      @ścigająca: Jasne, że tak, mózgu, co robisz -.-

      @wspólne lekcje: sprawdzę to sobie.

      @uczuciowa kaleka: no chyba sobie żartujesz, jeśli tobie to brzmi lepiej.

      @taniec: no pewnie, że alkohol zrobił swoje. Czemu w ogóle myślisz, że było inaczej?

      @niczego podejrzanego: serio, pojęcia nie mam czemu uważasz, że nikogo podejrzanego byłoby lepszym rozwiązaniem i właściwie czemu niczego podejrzanego Ci nie pasuje.

      @początki Huncwotów: nie do końca rozumie, dlaczego niby to Black i Potter milieliby przekonywać do siebie Lupina i Pettigrew, nie na odwrót, noale… A przecież początki z punktu widzenia Remusa i jak to się stało, że dołączył do nich Peter jest później opisanie. Nie wiem czy dalej tak uważasz, tylko pisałam ocenę na bieżąco i później nie aktualizowałaś tego, co już raz napisałaś, czy dalej uważasz, że tego nie ma. Będę do tego jeszcze zapewne wracać, podobnie jak do innych retrospekcji związanych z Huncwotami, jeszcze rzeczy do opisania przede mną.
      @bracia Black: Niah mnie trochę już wyręczyła w odpowiedzi na to pytanie, a że ma po prostu rację, nie będę się tutaj powtarzać (i tak, wikia jako źródło… no nie. W sadze nie było na to tyle miejsca by się rozwodzić nad ich relacją, a to, co było, skupiało się raczej na dorosłym Regulusie-śmierciożercy – wtedy już jest zrozumiałe, że ich relacje musiały się zmienić). Powiem szczerze, że jednak Twoja opinia wydaje mi się trochę od czapy, bo przecież Regulus i Syriusz w rzeczywistym czasie akcji dostają zaledwie jedną scenę, kiedy Regulus życzy Syriuszowi powodzenia na egzaminie na teleportację, a ten mu dziękuję. Cała reszta relacji Blacków to retrospekcje! Oni wiedzą, że nie powinni się tak zachowywać, ale to jednak bracia, którzy, jak starałam się nakreślić, byli ze sobą bardzo blisko zanim poszli do szkoły. Właściwie do samego momentu ucieczki Syriusza zwróć sobie uwagę na zachowanie Regulusa w prologu! On ma inne poglądy, ale nie jest aż takim człowiekiem-betonem jak Walburga, by nie potrafić zaakceptować, że ktoś może uważać inaczej. A może boli cię to, że oni za sobą tęsknią? Bo o tym akurat mówię dość otwartym tekstem.
      EDIT: bo doczytałam odpowiedź na komentarz Niah – wytłumacz mi w takim razie, w którym momencie ta relacja jest zbyt dobra – bo w czasie teraźniejszym to oni wspólnych scen prawie nie mają. I tak, Syriusz ma żal, że Remus jest bardziej podobny do matki, że nie poszedł razem z nim, że ma o wiele bardziej miękki charakter i łatwo mu do głowy złe rzeczy nawkładać.

      Usuń
    2. @numeracja dwucyfrowa: nie wiem, u mnie wszystko jest ok, ale sprawdzę potem na innych przeglądarkach.

      @mecz: boru, tylko facepalmuję nad swoją głupotą. Musiałam pochrzanić przy poprawianiu -.- Bo meczami wtedy kręciłam dość mocno. Zaraz to ogarnę, bo aż wstyd.

      Rozdziały podobały mi się, z tym że jedenasty bardziej koncentrował się na szlabanach – po co Ty mi to piszesz? W sensie tę drugą część zdania? Chcesz mi o tym przypomnieć, bo myślisz, że nie wiem? Nie podobało Ci się z tego powodu? Czy o co chodzi?

      @regeneracja sił po pełni: nie kojarzę czegoś takiego, a w książce nie znalazłam, źródło albo cytat (rozdział HP też będzie w porządku) poproszę. A przemiana nie miała negatywnego wpływu na zdrowie, tylko była bolesna i męcząca, ale Remus w żadnym wypadku od niej nie chorował.

      @łazienki: to taki personalny pojazd, prawda? Dlatego, że napisałam kiedyś o tym artykuł, a sama mam toalety w dormitoriach? I tak, toalety nie łazienki! To nie jest to samo. (mam papier na to, że to wiem, i nie zawaham się go użyć! Ale tak, to też chyba będę zmieniać, skoro już i tak przepisuję, to czemu by nie). Ale tak na marginesie: to, że nie wspomniał to znaczy, że na pewno nie ma? Bo niestety nikt też nigdy nie wspomniał, gdzie te łazienki są. Więc to wszystko takie gdybanie. Wiadomo tylko o łazience prefektów i łazienkach na korytarzach które musiały tam być przecież, żeby nie trzeba było latać do swojego domu za każdym razem, niezależnie od tego, gdzie miało się zajęcia. Ale równocześnie jakiś dostęp trzeba było uczniom zapewnić choćby do toalet, skoro w nocy nie mogli opuszczać swoich domów. Tak na logikę. Mnie tylko wkurza, jak w każdym dormitorium jest wielka łazienka z ogromną wanno, gdzie bohaterki biorą długie kąpiele z bąbelkami.

      @Dorcas: nie wiem co ma obrażanie i wycofywanie do straty rodziców, serio. Przecież to dwie zupełnie inne rzeczy. Łapa ją rzucił to więcej nie chciała go znać, prosty rachunek, wielu ludzi tak postępuje. Poza tym, przecież Dorcas była wycofana już wcześniej, więc to też nie jakieś wielkie aj waj. A to że się pozbierała stosunkowo szybko, chociaż pozbieranie właściwie nie jest dobrym słowem, bo Dorcas dalej przeżywa tę stratę i w ogóle, tylko uznała, że musi tę pamięć jakoś uczcić, i wybrała akurat taki sposób, to naprawde zupełnie co innego. I przecież to w niczym nie przeszkadza, by dalej być w mentalnej rozsypce i płakać po nocach w poduszkę.

      @hasło: rodzice Dorcas byli w Zakonie, przecież to jest wyłożone jak krowie na rowie. I dlatego znali hasło do gabinetu Dumbledore’a, nie dlatego, że się z nim przyjaźnili.

      @prefekci: mogli się poruszać w nocy po korytarzach tylko wtedy, kiedy była ich kolej na partol. Lily wtedy nie miała takiego prawa/obowiązku, jakkolwiek to nazwiesz. Tego dnia była po prostu uczniem, który opuścił wieżę. To się potem powtarza jeszcze niżej, więc nie będę tego pisać dwa razy.
      @zaklęcia: kiedy pojawia się formuła rzucanego zaklęcia, stosujemy kursywę, kiedy tylko rozmawiamy o danym zaklęciu, kursywy nie ma. A Ty chyba powinnaś to wiedzieć, biorąc się za ocenianie opek potterowskich, autorko. Poza tym możesz pisać kursywą, nie pisać w kursywie.

      @bieganie: Ty to chyba nigdy nie musiałaś przed nikim uciekać, prawda? Przecież wtedy działa adrenalina, ludzie robią rzeczy, których normalnie by nie zrobili. Kiedy wracali biegiem do wieży, adrenalina nadal działała i to ona w dużej mierze ją napędzała. A deszcz to deszcz, nie bała się go, więc też nie miała jakiegoś nie wiadomo jakiego ciśnienia by biec ile sił w nogach.

      @mięśnie: serio, od latania można sobie wyrzeźbić i klatę, bo wbrew pozorom w quidditchu nie pracują wyłącznie ręce, ale całe ciało – przecież masz wszystkie dziwne manewry, a sterowanie miotłą to myślisz, że jak wygląda? Poza tym, gracze ogólnie musieli być w dość dobrej kondycji, ćwiczyli też normalnie, na murawie na początku treningu.

      Usuń
    3. @koszula: a to ciekawe, bo ja też przebrnęłam przez wiela opek o Huncwotach i motywem z koszulą nie spotkałam się nigdy. Pytałam Niah, ona też się z tym nigdy nie spotkała. A to sumarycznie daje całkiem sporo opek.

      @Charles: ale co to ma do czego, bo chyba nie do końca wiem? W sensie co ja mam z tym zrobić, że on nie dzięki odwadze trafił do Hufflepuffu? Ja to wiem, to raz. Nawet pada dokładnie takie samo zdanie w rozdziale pierwszym (teraz już go tam chyba nie znajdziesz, ale było w wersji, którą czytałaś), tyle tylko, że w odniesieniu do Antona nie Charlesa. Więc serio, ja to wiem. I co ja mam z tym zrobić? To jest po prostu Twoja opinia? Czy co? Przez to, ta scena jest zła? Meredith nie ma się prawa na niego złościć z powody zachowania, które zaprezentował, bo ostatecznie jest Puchonem, mogła się tego spodziewać?

      @motor: tak, serio. Miał latający motor, czemu miałby nie lecieć nad morzem? Jak sobie spojrzysz na mapę, to taka droga, w linii prostej jest i tak najszybsza. Już nie jego wina, że Alphard mieszkał tak daleko.

      @Lily i Remus: bo i nie ma nigdzie napisane, że Lily musiała wiedzieć, a tym bardziej, w którym momencie się dowiedziała. To tak w temacie innych ficzków akurat, skoro już o tym wspominasz, nie mojego.

      @cariad: dlaczego? To akurat dość proste: Remus mówi tak tylko do Lily i to nie zawsze. Po prostu wcześniej nie złożyło się, żeby dostali taką długą wspólną scenę, dlatego nie mówił akurat tego konkretnie słowa, jednak widać już wcześniej walijskie wstawki w jego języku.

      @Meadowes: może i pierwszego dnia, ale weź pod uwagę, że scena wprowadzająca do tego, była jeszcze przed wakacjami. I Dorcas naprawdę ślęczała nad tym całe wakacje, zastanawiając się jak to zrobić. Zwyczajnie uznała, że nie ma co się z tym cackać, tylko trzeba to zrobić szybko i tyle.

      @przeskok: prezentuję powód! Uśmiechał się teraz na to wspomnienie (…). Tak, odniesienie do poranka to właśnie tamto wspomnienie, przez które się uśmiechnął, stojąc pod salą lekcyjną. I przecież to jest oddzielone. Akapitem. A tego: Poza tym chwilę później mamy: Nie zdążył jednak otrzymać odpowiedzi, ponieważ w oddali pojawił się nauczyciel. Syriusz zaczął się przesuwać bliżej wejścia wraz z Huncwotami, żeby zająć jak najlepsze miejsca to ja już w ogóle nie rozumiem. Ty co prawda piszesz, że rozumiesz, ale odnoszę dziwne wrażenie, że piszesz w trakcie czytania (nie mówię, że to źle, sama też tak robię), ale później w żaden sposób już nie kontrolujesz tego, co napisałaś. Bo to: O ja dobra, teraz rozumiem, o co chodzi, ale proszę, oddziel to jakoś – właściwie nie wiem do czego się to odnosi. Do pierwszego cytatu, drugiego? Jeszcze do czegoś innego? I chyba brakło Ci jakiegoś przecinka w tym O ja dobra, zresztą to w ogóle jest koszmarnie blisko języka mówionego. O wiele bliżej niż pisanego.

      @Say me why!: ktoś tu chyba nie umie w angielski. Poprawnie powinno być tell me why!.
      Jak na ilość napisanego tekstu nie jest źle, ponadto widać postęp między pierwszym a ostatnim rozdziałem (jest o wiele mniej literówek i przecinków) – jest mniej przecinków? Moja beta, kochana Nea, being like: not sure if that's good thing. Popraw sobie to zdanie po prostu, bo głupotka Ci wyszła ;)
      @gorący uczynek: to jest trochę związane z poprzednim incydentem – skoro wtedy nikt jej nie pomógł, a wręcz dostała jeszcze za to szlaban, teraz nawet nie liczy, że coś jej się uda osiągnąć. Zresztą chodź, napuszczę na ciebie trzech facetów, zobaczymy jaka będziesz odważna. Lily jest odważna, ale nie jest głupia. Wiedziała że mają przewagę, dlatego nie zaczęła atakować. I nie, Lily wcale nie jest tak pewna siebie. Przecież wielokrotnie widać, że jest zawstydzona lub zakłopotana, tak dla najszybszego przykładu – scena w cieplarni. Pewna siebie osoba zareagowałaby na coś takiego zupełnie inaczej.

      Usuń
    4. Chociaż brakowało mi w nim nieco arogancji, ale nadal pozostaje dobrze wykreowaną postacią – a tutaj Ci brakuje kropki na końcu zdania.

      @James: mój ci borze, przecież jego chęć zmiany nie idzie w parze z extreme character makeover. Sama zresztą zauważyłaś, że chęci niekoniecznie idą w parze z wykonaniem. Co do zmiany – weź pod uwagę, że poznajemy bohaterów w połowie szóstej klasy – nie da się w przeciągu pół roku przeprowadzić dobrze umotywowanego muszę dorosnąć i kompletnej dojrzałości, jeśli musisz zaczynać od skończonego kretyna. Możesz sobie jednak przyjąć, że przecież nie wiemy jak się zachowywał wcześniej (w sensie, ja tego nie wykładam). A wtedy był o wiele większym gówniarzem. James interesuje się astronomią, nawet nadal chodzi na zajęcia z tego przedmiotu – nie mogę cały czas pisać o wszystkim, wtedy chyba nigdy nie skończyłabym tego fika. Ale może rzeczywiście postaram się o tym gdzieś jeszcze napomknąć.

      @Remus: Remus jest moją wielką miłością i aż ciezko mi uwierzyć w to co piszesz. Nigdy nie wchodziliśmy do jego głowy, to raz. Dwa, naprawdę sądzisz, że gdyby nie bardzo go obchodziło to, że jest wilkołakiem, tak bardzo opierałby się związkowi z Tonks? A już to, że Tonks jest z Blacków i miała silny charakter i zawsze dostawała to czego chciała, to co innego. A że chciała Remusa Lupina, to… cóż, dostała go. I raczej powinno Ci chodzić nie o urodzenie się Teda, a moment, kiedy dowiedział się, że Tonks była w ciąży, bo bał się, że dziecko też może się urodzić wilkołakiem. A kiedy Ted już się urodził, mógł odetchnąć z ulgą, bo wiedział, że jednak nie przekazał tego, czego tak bardzo nienawidził synowi.

      No i dlaczego tak nagle zaczął dodawać cardio na końcu zdania? cariad, nie cardio.

      @Syriusz: weź też pod uwagę, ze to słowa Stworka, który miał na tę sprawę zupełni inny pogląd. Nie wiem czy jest sens jeszcze raz pisać o tym, dlaczego, bo tłumaczyłam już to wyżej, i tłumaczyła to też Niah.

      @Meredith: jeszcze dostanie swoje pięć minut, zapewniam Cię.

      @Skyler: tyle wygrać!

      @Snape: ale właściwie dlaczego miałoby być go więcej? Poza tym, przecież jego jest więcej, dość często pojawia się w myślach Lily. Może rzeczywiście nie ma go fizyczne w miejscu akcji, ale też to już jest moment, gdy Huncwoci zaczynają się ogarniać, a z Lily nie ma żadnego kontaktu, bo zupełnie się od niego odcięła po tym, jak nazwał ją szlamą.

      @wojna: a myśli Lily toś ty czytała? Jak bardzo się boi tego, co się dzieje? Cały wątek z Abraxsaem to przecież też nawiązanie do tego i jasno to wynika z tego, co napisałam. Nawet jest scena Lily w Londynie, która też się na tym skupia. Plus, większość wątku z Dorcas. Albo choćby scena, kiedy Skyler dostaje list od dziadków i cieszy się, że chociaż na chwilę uciekną i będą bezpieczni gdzieś daleko od Wielkiej Brytanii. To jednak jeszcze są nastolatkowie, mają inne problemy. Wojna na razie może im się wydawać odległa, bo są bezpieczni w Hogwarcie. Ale sądzę że i tak, wątek wojny ciągle przewija się w tle, co mieliby cały czas się bać? Czy może uciec ze szkoły i ruszyć do boju?

      Pozdrawiam gorąco,
      maxie

      Usuń
    5. Nie jestem pewna, kiedy odpowiem (może podzielę to na połowy), ale odpowiedź dostaniesz na pewno.
      Nie wiem, czy znajdę czas do końca tygodnia.
      Dzięki za odpowiedź,
      pozdrawiam. :)

      Usuń
    6. Wzięłam się za poprawki i jeszcze to wpadło mi w oko:
      Bardzo podobał mi się dwudziesty szósty rozdział, zwłaszcza końcówka. Chociaż nie wiem, co sądzić o propozycji Meadowes — wyskoczyła z nią już pierwszego dnia szkoły? Zmień też trochę początek jej wypowiedzi, wprawdzie mówi, że: kiedy umarli rodzice, myślałam, że mój świat się skończył. Nie sądziłam, że znajdę powód, by dalej żyć, ale nie widać po niej, że nadal ją to boli. A boli na pewno i wskazane byłoby wstawienie jej reakcji podczas rozmowy o rodzicach, teraz zabrzmiało to bezosobowo, jakby przeszłość przestała ją obchodzić – jak niby mam tam wcisnąć tok myślenia Dorcas, skoro fragment jest pisany z perspektywy Lily?

      Czekam na odpowiedź w takim razie ;)

      Pozdrawiam gorąco,
      maxie

      Usuń
    7. Boru, ale odpowiadam na raty, pamieć taka dziurawa… O Jamesie i astronomii po raz pierwszy mówiłam w rozdziale trzecim, więc to nie tak, że dowiadujesz się bardzo późno o jego zainteresowaniach.

      Pozdrawiam gorąco,
      maxie

      Usuń
  7. Przepraszam za tak późne odpisywanie, ale nie miałam żadnego wolnego weekendu, a w roku szkolnym nie siedzę w tygodniu na blogach.

    @prolog Mea cupla, masz racje, nie powinnam tak robić. Co ja wtedy myślałam?
    Zawsze uważałam, że w prologu powinno się znajdować coś, co wprowadza w akcję, pokazuje, dlaczego historia potoczyła się tak, a nie inaczej. Nie jestem pewna czy opis bohaterów by się nadawał, chciałam o tym wspomnieć, ale nie brałam tego zbytnio pod uwagę.

    @akapity Wiem, po co są akapity. Piszę tylko, że czasami wydają się strasznie długie.

    @bracia Black Kwestia sporna, chyba nie powinnam o tym pisać, ponieważ dużo ludzi inaczej odbiera tę relację. Nie chodzi mi o tęsknotę, ale chyba bardziej o pomoc Regulusa w ucieczce Syriusza. Chyba to mnie najbardziej zdziwiło i skłoniło do napisania tej uwagi.

    @łazienki Ech, mea cupla, zawsze używam toaleta/łazienka wymiennie, mogło mnie to zmylić.

    @hasło Rodzice mogli znać, ale ono się zmieniało, i nie wiem czy rozsądnym wyjściem jest pisać o nim w liście (bo jak mieliby poinformować ją o zmianach).

    @prefekci Tego to nie wiedziałam, dzięki za poprawę.

    @koszula To ogólna refleksja, tycząca się nie tylko potterowskich.

    @motor Nadal uważam, że nad morzem to trochę0niebezpiecznie (sprawdzałam mapę w trakcie czytania).

    @przeskok Ech, komentuje na bieżąco, nie zauważyłam, że możesz nie zrozumieć do czego to się odnosi.


    Pozdrawiam, Asu.

    OdpowiedzUsuń

© Agata | WioskaSzablonów.